Podsumowanie 2014. Kino

Nigdy nie pisałem podsumowań rocznych, ale jak człowiek się stara profesjonalnie tworzyć bloga, to chyba mus, a jak mus to mus. (Dodam, że nie znoszę też statystyk w swoim nagłówku, ale czego się nie robi dla piaru).

Z dobrym kinem jest w kinie coraz trudniej i wcale nie chodzi mi o tytuły, ale o ich dostępność. Filmy (w gatunkach, które zwykle oglądamy) pojawiają się na dwa tygodnie, błąkają się po przedpołudniowych seansach, po czym znikają albo można oglądać je jeszcze trochę w kinach typu „KC” (w którym poziom komfortu jest porównywalny do komfortu oglądania filmów w telewizorze w kuchni), albo po miesiącu pojawiają się jako dodatek do gazety lub czasopisma.

O ile jesień pod względem kina była dobra, o tyle tegoroczna wiosna wyjątkowo słabowita. Z rynku dystrybutorów wycofała się „Manana”, niegdyś główny dostawca dobrego kina pozaeuropejskiego. Jej rolę, zresztą niezwykle udanie z uwagi na współpracę z kinami (festiwale w „Praha” i jedenastki w „Kinotece”!), przejęła „Aurora”. Ciekawe filmy, bardzo niszowa nisza, od jesieni wprowadza „Bomba”.

Modne stały się pokazy przedpremierowe, sugerujące widzom wyjątkowość ich sytuacji. „Dzikie historie” (tutaj) pokazywane są przedpremierowo od września, co właściwie już ich nie różni od pozycji ze stałego repertuaru. W prezentowaniu kina jako dobra rzadkiego celuje „Gutek Film”, który organizuje nie tylko cykliczne przedpremiery, ale też kilkakrotnie powtarzane jedyne pokazy jak w wypadku wersji reżyserskiej „Nimfomanki” (tutaj).

Chodzenie na Warszawski wciąż jest trendy, ale już na Pięciu Smakach i „Sputniku” szturmu na sale nie ma, chociaż był kiedyś (w wypadku „Sputnika” może to nie dziwić, bo inter arma silent Musae). O tym, że zniknęła „Femina” (tutaj) pisali wszyscy, w tym ci, co nigdy do niej nie chodzili. Sukces oglądanej przez nas w 2013 r. „Idy” (tutaj) sprawił, że na zagranicznych blogach ze zdjęciami znowu zaczęły pojawiać się fotosy z polskiego filmu (dotychczas najpopularniejsze były z „Matki Joanny do Aniołów”): autor bloga przewidział, że z samych tylko powodów estetycznych „Ida” zrobi furorę.

W prywatnym rankingu kinowym autora bloga za 2014 rok na pierwszym miejscu plasuje się „Wielkie piękno” (tutaj), estetyczne arcydzieło, w przerysowanej konwencji opowiadające o samotności człowieka czasów pozbawionych wartości. Miejsce drugie to „Hotel” (tutaj): obraz kameralny, ale głęboko przejmujący, uderzający w samo sedno osobistych lęków. „Bogowie” (tutaj) na trzecim miejscu odnieśli zasłużony sukces frekwencyjny, nie jest to arcydzieło, ale kawałek dobrego polskiego kina do oglądania. Dalej w rankingu: „Mama” Dolana (tutaj), który dojrzał do dorosłego kina i to od razu na najwyższym poziomie; widziane na festiwalu „Metamorfozy” (tutaj), czyli mitologia na łące za supermarketem, oraz „Oh, Boy!” (tutaj), film – jak się okazało – ważny dla rozumienia bohaterów naszej epoki.

Łatwiejszy do ułożenia jest ranking złych filmów. Bezapelacyjnie wygrywa „Obywatel” (tutaj), bo chociaż „Małe stłuczki” (tutaj) są pretensjonalne i marne, to nie kręci ich Wielkie Nazwisko. Kompletny zawód sprawił włoski „Mój kuzyn Zoran” (tutaj), pomyłką okazało się też science-fiction ze Scarlett, czyli „Lucy” (tutaj). Niemniej, mimo obaw, w mijającym roku, nie zadziałała jeszcze z całą bezwzględnością kinowa wersja prawa Kopernika-Greshama.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s