Wsiedli, para pocieszna. To musiał być spiryt. Smells like ten spiryt. Trzymali się razem do kupy, ten niższy i tamten wyższy, a autobus jak to autobus, wirował po zakrętach. Porzucali ku..ami, aż jeden ojciec zaczął głośniej mówić, żeby córka pierwszoklasistka (kupić pastele, obuwie z jasną podeszwą, zeszyty z marginesami, co to są marginesy?) nie usłyszała. Potem ucichło, gdzieś koło Powązek.
Kiedy wysiadałem spali we własnych objęciach, ten niższy z tamtym wyższym.
(Ćwiczenia z bycia współczującym Buddą).
