księgarnia 31/26

Gerald Howson, Lublin, kościół św. Mikołaja na Czwartku, 1959, źrodło: facebook.com

Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie, Listy 1956-1960, opr. Ewa Cieślak, Tomasz Cieślak, Agnieszka Kozyra, Krystyna Pietrych, Jerzy Wiśniewski, Sedno 2025

1.

Listy Hani i Jarosława czytam już długo. Te powojenne dwa tomy przeczytałem nawet w gorszej edycji, ale oczywiście dokupiłem też ładne wydanie. Ulubiona saga rodzinna, choć – z powodu przerw w lekturze pomiędzy tomami – mylą mi się losy postaci. Wcześniej chciałem nawet startować w „Wielkiej grze” (której już dawno nie ma i kiedy chciałem, już nie było) z tematu „Życie i twórczość Jarosław Iwaszkiewicza”.

1922-1931: tutaj, tutaj i tutaj.
1932-1939: tutaj, tutaj i tutaj.
1944-1950: tutaj.
1951-1955: tutaj.

2.

Jarosław (4 marca): Kochana, przyślijcie mi (…) jakąś niespodziankę: krawat, sweter albo pudełko czekoladek.

Hania (6 marca): Czekoladki byłoby najłatwiej, ale ci nie poślę, bo bardzo szkodliwe na wątrobę (…) Ale jakiś sweter? Wcale nie wiem, czego byś naprawdę chciał. Napisz coś rozsądnego.

3.

Redaktorzy nie zauważają, że brakuje jednego listu (z 8 marca 1957 r.) Brak jest dotkliwy, bo pomiędzy małżonkami rozpętuje się gorąca korespondencyjna polemika wokół religii. Hania pisze obszernie, stąd z drugiej ręki otrzymujemy też argumentację Jarosława.

Dla Hani religia jest dogmatyczna. Poza kościołem i sakramentami nie ma zbawienia. Odrzucając je, jest przekonana, Jarosław skazuje siebie na wieczne potępienie. Z czasem – jeszcze nie w tym tomie – wizja ta stanie się jej obsesją.

Z kolei Jarosław jest religijnym sceptykiem i ironistą. Podśmiewa się z pobożności Hani, co ona gorzko mu wypomina,  porównując ją do powieściowych dewotek.

Ona zarzuca mu, że jest nerwowy i nie może spać z powodu swojej niewiary.

On przypomina, że czuwał przy niej, gdy była chora (dobro!)

Ona odpowiada, żeby docenił cud.

Parę listów później on: Czasami się zdaje, że właściwie jedyna rzecz, jaką warto robić na świecie, to być dobrym dla ludzi (s. 295).

4.

Prawdziwą grozą okazuje się sprawa Turczynka. W majątku obok Stawiska władze planują umieścić szpital gruźliczy. Na czele rebelii przeciwnych temu mieszkańców staje Hania, szczególnie wyczulona na mikroby i dezynfekcję, wyolbrzymiająca skalę zagrożenia.

Mechanizm przypomina głośne bunty z lat osiemdziesiątych przeciwko ośrodkom dla zakażonych HIV. Są petycje, spotkania z ministrem, protesty – relacjonowane przez rozemocjonowaną żonę mężowi na wywczasie.

I jest żal, że Jarosław nie angażuje się, że będąc posłem (wprawdzie z Poznania), nie reaguje jak miejscowy poseł Jakubiak.

Opatrzność (?) dopisuje do całej tej historii tragiczny epilog. To w turczyńskim szpitalu umiera Jerzy, wielka (naiwna) miłość Jarosława.

5.

Serenité. Oboje posługują się tym domowym terminem na określenie stanu harmonii i spokoju ducha, przyjmowania życia takim, jakie jest. Szkoda tylko, że na podstawie listów – konfrontowanych z zapisami dziennika i inną korespondencją, co jest zabiegiem słusznym i odważnym, bo stawiającym Jarosława w niezbyt przychylnym świetle – w żaden sposób nie da się stworzyć podręcznika do serenité (podobnego do duńskich podręczników hygge).

6.

Ale jakiś wspólny pomniczek mogliby nam wystawić: ” Ja z Karolem – z brązu” w zaroślach bzu w Parku Ujazdowskim – najlepiej, bo tam najładniejsi chłopcy przychodzą (s. 476).

7.

Pięćdziesiąty dziewiąty (po Jerzym), sześćdziesiąty: czy miarą wygasania relacji może być objętość i częstotliwość listów?

Jarosław (5 sierpnia): Bardzo powoli dochodzę do jakiej takiej formy po życiu na ff i z pedałem, jakie urządzałaś w ostatnich miesiącach.

Hania (8 sierpnia): Przykro mi i bardzo smutno, że już tak nic nie masz mi do powiedzenia, a wiadomo, że im mniej się pisze, tym jeszcze mniej się ma do napisania.

Dodaj komentarz