Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie, Listy 1932-1939, Czytelnik 2014 (3)

Dzień, w którym stanąłem po stronie Hani

Hania opisuje lipcowy wschód słońca: niesamowity, intensywny opis świtu. Miałam wrażenie, że o tej porze cała przyroda jest jakby przyłapana na „gorącym uczynku”, że wtargnęłam w nią wprost niedyskretnie, wtedy kiedy jest pewna swej samotności (s. 488). Jeden z najpiękniejszych fragmentów listów.

Jarosław ją ostro gani (czy rzeczywiście zamierzasz pisać nasze listy… dla potomstwa?, s. 492), wyrzuca, że to nie ona powinna zajmować się pięknymi opisami i zupełnie absurdalnie – taki prognostyk na Jarosławową przyszłość w demokracji ludowej – irytuje, że nie można tak pisać, gdy w Polsce powódź.

Hania pisze tym razem mocno.  (podnosi głos, chociaż dawniej nie zapisywano tego kapitalikami) Dałeś mi nauczkę, że o rzeczach dla mnie bardzo istotnych nie mam po co Ci pisać (s. 504).

Jarosław usiłuje załagodzić, co pobrzmiewa nieco fałszywie: opis wzruszył mnie i przejął. Sama chyba wiesz dobrze, że bardzo rozumiem właśnie takie momenty w życiu (s. 516). Może to jednak była zwykła zazdrość o opis? (Ja bym zazdrościł).

Hania odnosi się do tego, dając chyba najlepszą definicję małżeństwa, które ma szanse przetrwać: nie bylibyśmy dla siebie tym, czym jesteśmy, gdyby każde z nas nie miało dużo rzeczy swoich, swojego nieprzenikalnego świata, o których tylko nawzajem o sobie wiemy, i które, gdy się czasem stykają, dają naprawdę jakieś krótkie spięcia szczęścia (s. 521).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s