Podchoinkowe (odc. 2)

 

Wyjątkowo przyjemne ostatnie dni. Lektura listów Iwaszkiewiczów, nawet w noc noworoczną. Aż chce się naśladować styl tej korespondencji, aż chce się pisać listy. Nie masz pojęcia, jaką radością było dla mnie otrzymanie listu od ciebie w chwili stosunkowo zawsze najcięższej, kiedy (…) odczuwa się nagle straszną chandrę samotności i oddalenia (16 III 1926).

Rzecz dzieje się w 1925 i 1926 roku, czyli jeszcze przed Czesiem Miłoszem w celi Konrada, jeszcze przed wielkością. Zabawne, bo żyją wówczas postaci zupełnie pomnikowe: Ravel jak zwykle mówił o koszulach, coś tak zabawnego jak ten jego mały fiks na tym punkcie, gdzie można najlepsze koszule (na zamówienie) dostać i ile to kosztuje teraz (20 V 1925).

Iwaszkiewicz z 1926 roku jest antypatyczny. Egocentryk i megaloman. Ciężko brnie się przez jego narzekania a jakby niezauważana, w dali, pozostaje Hania ze swoimi lękami, religijnością, chorobami, melancholią i fulguryną w litrowych butelkach (co to jest fulguryna? jak działa? tego niestety nie napisano w skromnych przypisach). Przyznam Ci się, że mnie troszkę irytujesz, widocznie Warszawa na wszystkich tak wpływa, że przestają myśleć o mnie (18 V 1925).

(Nawet ja, cytując fragmenty, więcej miejsca poświęciłem temu, co napisał Jarosław, Hanię pozostawiając z dala. Moja wina.)

To jest u mnie gra, taka sama jak warcaby czy szachy, tylko że obliczona na lata i wymagająca znacznie więcej cierpliwości i umiejętności (…) zdobędę się na prawdziwą wewnętrzną wielkość pod koniec życia, tęsknię do tego i przygotowuję się pomału (28 V 1925). Najgorsze jest to, że ja te Jarosławowe marzenia dobrze rozumiem, mając świadomość, że – w ocenie potomnych – tej wewnętrznej wielkości nigdy nie osiągnął, właśnie z powodu owej gry.

Miałem dziś taki przykry sen o niej, śniło mi się, że przyjechałem do domu i Andzia na ręku pokazuje mi czarnego pieska i mówi, że to Marysia. Tak mi się zrobiło nieprzyjemnie i nie wiedziałem, jak ukryć zmieszanie, więc biorę ją za uszy, takie psie kudłate uszki i mówię: „coś ci takie uszki jak u niedźwiedzia wyrosły” (21 V 1925).

(Co nam przyniesie rok 1927, listów tom drugi?)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s