Inne notatki

(Gustav Wunderwald, Wiadukt w Spandau, 1927, źródło: tumblr.com)

Pisanie w późnych latach trzydziestych własnego życia z potrzeby (kiedyś) stało się nękającym wewnętrznym przymusem. Z przymusu nie ma literatury, jest ciężkie składanie słów, równie nieprzyjemne, co czynności urzędowe.

***

Między Północą a Południem. Na chwilę przed podróżą. Ląduję w kraju, w którym ziąb. W moim rodzinnym mieście na marszu równości ktoś podkładał bombę. Poza tym w porządku. Nie wiem po co instalowałem tłitera.

Nie każda śmierć jest równie przykra. O zmarłych dobrze albo wcale to jakaś koszmarna formułka na milczenie, kiedy trzeba mówić. Ot, minister Żołądź (prorokował niegdyś o nim Herbert: kornik napisze twój uładzony życiorys). Piszę sobie z różnymi osobami: przyroda odetchnęła, gdy wszedł w cykl azotowy. Jak umrze Bolsonaro, zatańczę.

Turcy atakują Kurdów, bohaterskich obrońców królestwa bez kresu (znowu Herbert). Nasz pan od sojuszy, ten któremu składamy hołdy lenne i od którego kupujemy myśliwce, zdradził ich. Pisałem o nich kiedyś. Tak samo jak pisałem o obrzydliwości Europy, która dogaduje się z tyranami. Odpisywali mi, że przesadzam. (Kiedyś my, nie daj Boże, będziemy takimi Kurdami).

Wynik wyborów pokazuje skalę moralnego zepsucia nadwiślańskiego społeczeństwa. To, że wysoki urzędnik państwowy traktuje samolot jak taksówkę na zawołanie, to, że inny prowadzi w kamienicy burdel, to, że szczucie jest traktowane jako czynność urzędowa – wszystko to mieści się w standardach moralnych rzekomo chrześcijańskiego społeczeństwa (a hierarchowie rzekomo katolickiego Kościoła milczą na ten temat).

W ciepłym październikowym słońcu ściegi żółtych swetrów biegną dolinami, wznoszą się po wzgórzach. Jak liście.

Poszukuję po antykwariatach poradnika „Mój pracownik donosi”, może być nawet wydanie podniszczone.

Redaktor Illg w radiu opowiada, że ulubionym zdjęciem Miłosza były „Trzy Gracje” Sally Mann. Och, jak niedaleko im do dżemu truskawkowego.

Ciepłe wieczory, za ciepłe jak na jesień. Któregoś ranka zjawia się mgła i wszystko w niej znika.

Odkąd uznano, że większość problemów w urzędzie bierze się z niepunktualności, przyjemność poranków jest znacznie mniejsza. Na tyle, że właściwie mgła i znikanie w niej odpowiadają mi zupełnie. Zawsze kiedy 35 skręca robi się zielone, każdego dnia te same kroki aż do obrzydzenia.

Radości trzeba szukać. Stanowczo nie dostarcza jej książka „Język” Daniela Everetta, którą ustawicznie chowam do torby. Za to wielką radość daje transmisja z Hiszpanii, gdzie truchło dyktatora odlatuje helikopterem z mauzoleum. Mażą się ojcowie franciszkanie z Niepokalanowa, znani z prawicowego zajoba. Zimna pani prokurator odwraca wzrok, najpiękniejsze jest to jak, patrząc, nic nie widzi.

Jest źle: o 19.30 wpadam do piekarni i wykupuję ciastka jak leci: serniczek, napoleonka, snikers. A czwartki i tak lubię najbardziej.

Tulipany, które kupiłem, okazały się zmęczone.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s