Sylwia Siedlecka, Złote piachy


(Buzłudża, źródło: (c) TripAdvisor)

Najpierw nuciłem: Siedzę w Bułgarskim Centrum, Centrum …jozy, ale zaraz potem przerzuciłem się na inną melodię „Pidżamy Porno” i brzmiało to mniej więcej: ezoteryczny Płowdiw. Płowdiw po pierwsze pasował, po drugie – był jedynym fragmentem Bułgarii, który zobaczyłem na własne oczy (tutaj).

W Bułgarii, czyli nigdzie. Wyświechtany frazes, który można przypasować do któregokolwiek z państw regionu, zaczynając od Polski (co zresztą zrobił Jarry). Gdybym sam miał napisać o Bułgarii to pisałbym o pysznych, lecz tłustych pieczonych mięsach, trzech kanałach z muzyką ludową, braku deklinacji i o tym, że czas się zatrzymał w Płowdiw. Może jeszcze o tym, że na bankiecie międzynarodowej konferencji zabrakło wina i jedzenia, więc kelnerzy roznosili colę i wielkie misy z sałatą.

Sylwia Siedlecka pisze inaczej, niezwykle starannie dobiera małe historie (bo „Złote piachy” to w istocie zbiorek krótkich reportaży) opowiadające o bułgarskich greatest hits. Ich lektura – a napisane są one przyjaznym i, co ważne, nieegzaltowanym językiem – nie czyni Bułgarii ani mniej dziwną, ani bardziej zrozumiałą. Wprost przeciwnie: córka pierwszego sekretarza medytuje; na szczycie góry partia wznosi monument w kształcie latającego spodka; niewidoma uzdrowicielka spełnia rolę, jaką w Polsce odgrywał polski papież, w tle: misterium bułgarskich głosów. W Bułgarii, czyli nigdzie. Niemożliwe, żeby ten kraj z książki rzeczywiście istniał.

Za to istnieje Julia Kristeva, której z nigdzie udało się trafić do Paryża. Gdybyż z jedyną znaną na świecie Bułgarką (piszę jedyną, ale sprawdziłem popularność Baby Wangi w polskim internecie) nie było problemów. Tymczasem nie dość, że Kristeva jest wobec Bułgarii krytyczna (pedagogika wstydu – jak to mawiają u nas – jak nic), to jeszcze z ubeckich dokumentów wynika, że współpracowała. Wszystko jest niejasne i wszyscy mają żal. Kristeva tłumaczy się (tutaj) jak umie najlepiej, to znaczy esejem. Wyjaśnia przy okazji, że była maoistką, co imho wydaje się dużo bardziej kompromitujące dla emigrantki z nigdzie niż okazyjne rozmowy z agentami z ambasady. W każdym razie Sylwia Siedlecka sprawę Kristevej opisuje fenomenalnie i czyta się ten rozdział naprawdę z zapartym tchem, choć nie trzymając kciuków za jego główną bohaterkę.

(Sylwia Siedlecka, Złote piachy, seria „Sulina”, wyd. Czarne, wrzesień 2019)

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s