Jurij Andruchowycz, Leksykon miast intymnych, Czarne 2014

Leksykon kupiłem nie dla Andruchowycza (czytałem tylko prozę Sofiji Andruchowycz, tutaj zwanej So1) ani nie dla Ukrainy, ale w celach szkoleniowych. Bo własne, osobiste geografie to jeden z moich ulubionych gatunków literackich, który staram się naśladować na tym blogu w formie notatek lub dzienników podróżnych2.

(Ciekawe zresztą czy Andruchowycz wie, że najbliższą jego leksykonowi książką w polskich księgarniach jest „Atlas wysp odległych”?3)

Leksykon pokazuje wszystkie pułapki, które czekają na twórcę osobistych geografii, w tym na autora bloga. Sam w nie zresztą autor bloga ciągle wpada. Notatki podróżne okazują się być nazbyt intymne (opowiadając zbyt wiele o osobach bliskich albo ujawniając coś, czego bliscy nie wiedzą), nazbyt hermetyczne (tylko autor wie, o co mu chodziło w odczuciach do danego miejsca i zamiast tekstu mamy do czynienia z ciągiem metafor, hieroglifów) lub nazbyt wyszukane (autor czepia się jakiegoś zdarzenia, które tylko dla niego było ważne i wokół tego robi wielkie halo). Wszystko to sprawia, że leksykon Andruchowycza najlepiej czytałoby się samemu Andruchowyczowi. Podobnie jak autor bloga bardzo lubi czytać na blogu swoje dzienniki z podróży.

Ale jest tam parę fragmentów w lekturze przyjemnych, ba, wartych nawet tutaj odnotowania. Wymienię wśród nich:

Belgrad (cały, w ptasim ogrodzie),
Frankfurt (opowieść o właścicielu mieszkania),
Izmir (historia A.P.),
Kraków (wielokrotnie w leksykonie ujmuje erotyzm języka, używanego przez autora, nie scen, opisów, ale właśnie języka, narracji, tak jak tu: polska rewolucja była aksamitna niczym młoda wagina),
Lwów (pomysły na powieści),
Monachium (pierwsze wrażenia z Zachodu),
Moskwa (fragment o mapie: to chyba ważne, by zanim ruszy się w labirynty obcego i nowego miasta, posiedzieć godzinkę nad jego planem. Przyswoić kształt, kontury, zarysy, ciało, serce, naturę, co i koło czego się pojawiało, jak i dokąd się rozpełzało i gdzie ponowne zbierało się razem),
Paryż (wątek hotelowo-kryminalny),
Passawa (esencja),
Praga (zwłaszcza fragmenty o Orloju oraz opowiadaniach dziesięcioletniego autora),
Rodos (esencja jak w Passawie),
Rzym (okazało się, że podział miast na psie i kocie został przez Andruchowycza wymyślony wcześniej niż przeze mnie4),
Stuttgart (historia z pęcherzem),
Toronto (The Rolling Stones),
Użhorod (piękne),
Warszawa (David Bowie).

Choćbym teraz próbował pisać własny leksykon miast (niekoniecznie akurat intymnych) albo encyklopedię, albo atlas, słownik geograficzny, przewodnik zawsze już będę epigonem. Zostawiam więc kolejny, wielki, niezrealizowany projekt. Chociaż może bym pisał o miastach urojonych, w kilku też już byłem.

______

1 O prozie córki autora „Leksykonu miast intymnych” pisałem tutaj.
2 O mieście na literkę B. (innym niż B. z ostatnich wpisów) taką techniką pisałem np. tutaj.
3 O książce „Atlas wysp odległych” pisałem tutaj.
4 O miastach kocich i psich pisałem tutaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s