księgarnia 66/26

Kołobrzeg. Plan miasta (fragm.), wyd. PPWK, 1988, źródło: olx.pl

Błażej Ciarkowski, Remontowania ciał i dusz. Domy wczasowe i sanatoria w PRL-u, Czarne 2026

1.

Szukam pewnego miejsca. Miałem sześć lat, gdy pierwszy i ostatni raz byłem w Kołobrzegu. Dom wczasowy, woń wilgoci, i ten widok z balkonu: port rybacki, kanonierki wojsk ochrony pogranicza, srebrny połysk Parsęty. W holu niezbyt udana płaskorzeźba dziewczynki (dziewczyny?) z kucykami, medalion w kolorze wpadającym w fiolet.

Krążę po mapie google’a, odnajduję stare plany. Mijało się dom wczasowy kopalni Turów ze skamieniałym w węglu pradrzewem i dochodziło do niewielkiego budynku hotelowego. Jedyne, co podpowiada plan to dom wczasowy „Monika”. Dziś okolice kolosalnej „Perełki”.

Niestety poszukiwania w internecie spełzają na niczym. Obecnie „Monika” mieści się w całkiem innej części kurortu, jest pensjonatem i przedstawia mi całą ofertę noclegów, a nie wspomnień.

Wracam więc do rozpamiętywania. Z „Moniki” pamiętam widok, z Kołobrzegu pociągi jeżdżące ulicami, ceglaną katedrę ze świeżo nałożonymi hełmami i budowę pierwszych kamienic na pustkowiu dawnego starego Kolbergu, muzeum oręża,  drewniane słupki falochronów. I dworzec, na który trzeba było przyjść dużo wcześniej, żeby zdążyć na pociąg powrotny.

2.

Najpierw była „Cosmoderna”, fascynująca strona o peerelowskim wypoczynku. Pełna zdjęć detali z zamieniających się w urbex kompleksów sanatoryjnych: owe mozaiki, fantazyjne klatki schodowe, pawilony wpuszczające światło.

Wszystko minęło razem z Polską Ludową. Zaczęło zamieniać się w skansen dla nostalgików, jak niegdysiejszy ośrodek związku zawodowego pracowników prasy, radia i telewizji „Bursztynowo” koło Sztutowa, albo w ruiny, na miejscu których wznoszono prawdziwe rynkowe hotele. Nikt w nich nie potrzebował nawiązań do Le Corbusiera i mozaik inspirowanych lokalnym krajobrazem: miała być masa, przychód, zysk. Tylko paru postrzeleńców narzekało, że szpeci. Hektar lasu do wycinki i już masz Gołębiewskiego na tysiąc miejsc.

Nikt nie zajmował się estetyką.

3.

Kolejna smutna konstatacja dla zwolenników radykalnego potępienia PRL-u. To wtedy wymyślono ideę odpoczynku. Oczywiście autorytarne państwo nie działało bezinteresownie. Podobnie jak inne satrapie doskonale wiedziało, że – obok maszynerii ideologicznej – musi obiecywać opiekę: dostęp do służby zdrowia (o czym przekonująco pisał ostatnio Marcin Stasiak), do szkół i uczelni, do mieszkań, czy wreszcie do wczasów nad morzem.

I PRL obiecywała i dawała. Że bywało różnie pod względem jakości wypoczynku – nie ma się w sumie, co dziwić. Błażej Ciarkowski opisuje i blaski, i cienie. Nie zmienia to faktu, że było to możliwe.

Przypomnijmy sobie teraz obrazki z pierwszych lat transformacji, te reportaże z upadających twierdz wielkiego przemysłu, gdzie wakacje dawały możliwość dorobienia do zasiłku zbieraniem jagód i grzybów. Im większy dystans do roku 1989, tym bardziej jego obraz staje się ambiwalentny.

Wczasy stały się ofertą dla tych, którzy zwyciężyli w transformacji albo dla tych, z którymi obeszła się łaskawie.

4.

Przydałby się atlas polskich domów wczasowych i sanatoriów z okresu PRL-u, bo wypoczynek zorganizowany to również zjawisko architektoniczne, co podkreślane jest w „Remontowni”.

Architektura hotelowa, z racji na jej użytkowników, we wszystkich krajach miała stawać się ich wizytówką. Kiedy porównuje się wielkie projekty, takie jak Ustroń Zawodzie, z betonową urawniłowką hiszpańskich Cost, okazuje się, że to właśnie za żelazną kurtyną powstawały wyjątkowe obiekty.

Docenione za późno. Już w formie opuszczonych ruin, zgliszcz albo pocztówek KAW i RSW z prehistorii.

5.

To musiał być osiemdziesiąty ósmy. Ośrodek pachniał wilgocią (jak widać obowiązkowy zapach peerelowskich wczasów) i sosną. Domki ogrzewane farelkami, Mikoszewo na Żuławach.

Wiele razy już o tym opowiadałem, o swoim pierwszym Gdańsku i niebieskich ikarusach ze Świbna.

Na obiady chodziliśmy do okrąglaka w innym ośrodku po drugiej stronie szutrówki. Pordzewiałe huśtawki skrzypiały, podglądaliśmy przez krzaki obóz karate i ich codzienne treningi.

Bez trudu je znajduję. Zamiast domków w lesie (kilka z nich przetrwało i ustawiono je obok siebie) są teraz nowoczesne pawilony na polanie z kostki bauma (średnia ocena: 4,4). Nawet okrąglak istnieje, tyle że nosi wezwanie świętego Wojciecha.

Skomentuj