księgarnia 67/26

Andrzej Wróblewski, Syn i zabita matka, 1949, Muzeum Narodowe w Krakowie

Katarzyna Surmiak-Domańska, Świat przed nami nie istniał. Jak wojna została w naszych domach, Agora 2026

Milczeli.

Milczał H., który mógłby opowiedzieć najwięcej. Kiedyś zaznaczył, że niemiecki dokument uzyskał za zgodą dowódcy, nie, że zdradził. Napomykał, że dobrze śpi się na pięści i wspominał jak po wyzwoleniu odbudowywał Majdanek. Pod koniec życia wspominał swoich kolegów, co nie wyszli z lasu i stali się wyklęci, mówił, że to zwykli bandyci, co nie nauczyli się robić niczego innego.

Radykalnie milczała I., która odcięła się od wojennych czasów i miejsc. Pewnego razu jednak wybuchła nad albumem fotograficznym przywiezionym od kuzynów, dlaczego on tu jest, spytała, patrząc na zdjęcie, ten, co znęcał się nad Żydami na początku okupacji, sąsiad.

Oboje mieli skłonność do magazynowania żywności i środków higieny, co bardzo zajmowało mole.

Milczała M., bo była najmłodsza. Ciche pokolenie – nazywają ich w tej książce. Powojenny, kościelny dom dziecka odcinał ją od tego, co było wcześniej. Właściwie została mi po niej tylko historia z krową, która karmiła M. i jej młodszego brata, a którą partyzanci (a może wyklęci?) porwali, czy też poćwiartowali na mięso.

Milczała Z., ale tu przyznam: byłem za mały, żeby ją pytać, bo i tak opowiedziała najwięcej. Potrafiła po pięćdziesięciu latach powtórzyć komunikat radiowy ogłaszający wojnę: mówi Warszawa i wszystkie rozgłośnie; wspominała wywózkę Żydów, jak szli z dziećmi za jej oknem; uczyła mnie, że Komea! to po niemiecku Chodź tu! (po wymowie pewnie można rozpoznać skąd był ów Niemiec); przywoływała młodszego brata, który ostatniego dnia wojny zginął jako N.N. pod Dreznem.

Ostatni raz rozmawialiśmy przed pięćdziesiątą rocznicą pogromu kieleckiego. Podawali o tym w dzienniku. Tak, przecież każdy chce żyć – podsumowała.

Grzebanie w rodzinnych historiach A. dodaje jeszcze więcej przemilczeń. Dziadek z Cz., pod koniec życia chorobliwie pobożny, jak znalazł się w KBW? Z kim walczył? A pradziadek T., kto chciał go zadenuncjować? Dlaczego i czy odebrał sobie życie? Skąd chorobliwy antysemityzm, który dziedziczyły kolejne pokolenia? Skrajna nieufność wobec ludzi?

W przypadku tych wszystkich niewypowiedzianych dialogów zachodzi zjawisko, które kiedyś sam zdiagnozowałem, a które opisuje Katarzyna Surmiak-Domańska: kiedy rozmówcy jeszcze żyją, ich opowieści nas nie interesują; kiedy chcielibyśmy ich wysłuchać, już ich nie ma. Zostaje story, literatura.

Narracje o wojnie zawsze poprzedzano wielkimi kwantyfikatorami, tak jakby prywatne wspomnienia, osobiste historie i przeżycia musiały zgadzać się z przygotowanym odgórnie przesłaniem a że w większości przypadków nie pasowały do niego, pozostawało milczenie.

Historie cywilne, świadectwa masakr, rzezi i czystek, doświadczenia skrajnej przemocy, zdrady i straty, gwałt, wkraczanie wojny w relacje rodzinne, Inne historie. Nieprzeżyte żałoby. Wszystko w milczeniu.

Poprzedni rząd, który nadmiernie interesował się historią, miał na to prostą odpowiedź: więcej pompy, więcej heroizmu, więcej bieli i czerni.

„Świat przed nami nie istniał” jest pierwszym tak szerokim opracowaniem polskiego milczenia o wojnie, pisanym z różnych perspektyw i dotykających różnych jego powodów. Jest też, tak mi się wydaje, samouczkiem radzenia sobie z nieopowiedzianą historią na co dzień.

Katarzyna Surmiak-Domańska pozwala dostrzec powszechność traumy (nie jesteśmy więc w rodzinnym milczeniu wyjątkowi), ale nie zaciera jej – jak miało to miejsce w dyskursie publicznym po opublikowaniu badań nad odczuwaniem PTSD w Europie – indywidualnego charakteru. Narody nie odczuwają, odczuwają pojedyńczy ludzie.

Zresztą traumę opowiedzianą – i przeniesioną z jednostek na naród – można doskonale wykorzystać politycznie, czego przykładem jest uzasadnianie ludobójstwa w Gazie jako usprawiedliwionego obawą przed powtórzeniem Zagłady.

***

Okazuje się, że książki, które czytam, w mojej osobistej narracji, splatają się ze sobą. W ośrodku w Mikoszewie siadaliśmy do posiłków ze starszą panią w trwałej ondulacji. Kiedy podwijała rękaw, powyżej nadgarstka dało się dostrzec wytatuowany na zielono numer.

Skomentuj