księgarnia 53/26

Harry Ogden, Sylvia Plath i Ted Hughes w Yorkshire, 1956, źródło: facebook.com. Obrazek idealnej pary pasuje bardziej do „Listów urodzinowych” niż do rzeczywistości.

Ted Hughes, Listy urodzinowe, tłum. Tomasz Kunz, Juliusz Pielichowski, PIW 2026

Za długo czciłem martwą Sylvię Plath, aby ze spokojem podejść, do tego, co T. H. pisze i jak pisze.

Biedny Tadzio na s. 59 wyznaje bowiem, że tablica ouija zapowiedziała Sylvii: Sława przyjdzie (…) a kiedy przyjdzie, / Zapłacisz za nią szczęściem, / Mężem i własnym życiem. Zwróćcie uwagę na kolejność ważności. Tadzio, czyli mąż, ważniejszy niż życie.

Tadzio, bidulek, OFIARA przemocy domowej (na co się skarży lirycznie w wierszu „Minotaur”), prawie umierający na serce („Lokator”), wdowiec, czule opiekujący się sierotami („Życie po śmierci”).

W dodatku nad związkiem z Sylvią widmowo unosi się Tatuś, czyli, jak się domyślamy, Otto Plath. W ten sposób podmiot liryczny określa eufemistycznie tę część charakteru żony, której nie znosi. Wprowadzenie drugiego mężczyzny pozwala Tadziowi podjąć rywalizację. Prosty chwyt w kłótniach (sami go stosujemy).

Czy błękitny klejnot, który utraciła (ostatni wers tomu, mocne uderzenie klawisza) nie nazywał się Tadzio?

A więc zupełnie nie jest prawdziwe zdanie z posłowia: dziś, gdy emocje towarzyszące premierze książki straciły na znaczeniu (s. 210). W epoce wymazywania, ja, stanowczy przeciwnik tegoż, uważam, że sku.wysyństwo należy określać sku.wysyństwem.

W tej epoce nieporozumieniem jest brak krytycznego posłowia (PIW na takie stać!), które opowiedziałoby jak to z autorem „Listów urodzinowych” było, nie tylko że wielkim poetą był.

Opowiedziałoby jak Ted dręczył fizycznie i psychicznie Sylvię, doprowadzając ją w końcu do samobójstwa.

I jak Ted zniszczył dzienniki Sylvii z ostatniego roku, żeby wymazać wszelkie podejrzenia, co do swojej osoby.

I ocenzurował wiersze (bo zresztą był zazdrosny o jej talent, a w wierszu „Bóg” sugeruje, że pisała dzięki niemu).

Opowiedziałoby też (doskonale o tym w „Dzienniku Literackim” pisze Katarzyna Georgiev), co Ted zrobił Assii Wevill. Jak ją i ich wspólną córkę, Shurę, całkiem dosłownie, wymazał, zniszczył i rozsypał w niepamięć.

Bo, drodzy redaktorzy z PIW, tak empatyczni wobec Tadzia, bycie wielkim poetą/ malarzem/ reżyserem/ muzykiem/ redaktorem (niepotrzebne skreślić) nie wyklucza możliwości bycia wielkim ch.jem.

Co ma miejsce własnie w tym przypadku.

Dodaj komentarz