
Jackie Wullschläger, Monet, tłum. Jakub Jedliński, Marginesy 2026
Nigdy nie namalował też aktów, jako jedyny wielki artysta od renesansu do początku XX wieku
(s. 17, oczywiście stwierdzenie „jedyny” jest mocno naciągane, bo CDF także nie malował aktów.
I bardzo dobrze – dodaje Dziecko, które nie znosi portretów ubranych i rozebranych, jeden pies).
1.
Przyznam, że męczy mnie ta lektura. Może chodzi o lato, które uderzyło nagle i odwraca wzrok od liter. Może o to, że w przeciwieństwie do Dziecka, nie zachwycam się Monetem, traktuję go raczej jak pomnik niż jak kogoś, kto przyprawia o ciarki.
Biografia Moneta jest wypełniona faktami, relacjami, nazwiskami. Poza tym autorka co jakiś czas stara się w biograficznym kluczu interpretować poszczególne obrazy, co mnie irytuje. Podoba mi się za to kontekst polityczno-gospodarczy, wiele mówiący o tym jak sztuka wrażliwa bywa na rozmaite kryzysy.
Zresztą jednym z głównych użytych źródeł biograficznych są księgi rachunkowe Moneta, co samo w sobie rzuca na życiorys artysty zupełnie inne światło.
2.
Tłem dla impresjonizmu jest Drugie Cesarstwo i Trzecia Republika, gwałtowny rozwój przemysłu, który wytworzył nową burżuazję, przemijający świat Guermantesów i nadchodzący Swann.
Jest to społeczeństwo głęboko patriarchalne, które potrafi karać cudzołóstwo kobiet i wiele wybaczać mężczyznom (s. 263). Dzisiejsze spojrzenie tego nie wybacza – dlatego możemy być pewni, że ikonoklazm, który teraz dosięga Gauguina wcześniej czy później dotknie innych spośród ówczesnych malarzy.
W tym kontekście trudno nie pisać na przekór. Wiele się teraz mówi o sztuce kobiet tworzonej w świecie zdominowanym przez mężczyzn (o tym przecież była „Kwestia kobieca”), ale równocześnie zapomina się, że bez cichych, lojalnych, poświęcających się żon, partnerek i córek, nie zaistnieliby mężczyźni-malarze.
Claude Monet mógł tworzyć, bo z wyrozumiałością, zachwytem i bezwarunkowo wspierały go kobiety. Eteryczną Camille znamy głównie z jego portretów – nie pozostały po niej żadne listy ani pamiętniki (jedyne zapiski jej ręką, jakie przetrwały – zauważa autorka – znajdują się w rzeczonych księgach rachunkowych, s. 204). Alicja, zajmująca się gromadą dzieci swoich i Moneta, godziła się na niepewność związku i wielomiesięczną nieobecność malarza. Wreszcie Blanche, która nosiła za nim sztalugi zarówno jako zafascynowana ojczymem dziesięciolatka, jak i pięćdziesięcioletnia stateczna opiekunka i gospodyni.
Z dzisiejszej perspektywy surowa krytyczka sztuki (i patriarchatu zarazem) mogłaby stwierdzić, że Monet zmarnował im życie. A jednak wyczuwamy, że czasem geniusz potrzebuje czyjegoś poświęcenia, ciszy, wycofania. Może w tym leży sens chrześcijańskiego (choć Monet był ateistą) rozumienia miłości.
3.
Nam, dla których impresjonizm (a minęło niewiele ponad wiek!) jest klasycznym, kanonicznym malarstwem, umyka jego rewolucyjność.
Jackie Wullschläger opowiada o nim jako o sztuce określonej epoki, wyrosłej z nagłego przyspieszenia.
Mimo że dziś kojarzymy go głównie z żółtych południowych płócien Van Gogha i Gauguina (tak zaprojektowane są galerie usiłujące objąć jednym spojrzeniem całość) impresjonizm jest sztuką północy, powstałą z doświadczenia zmiany, gdzie wszystko jest w ruchu – pogoda i światło, pływy i wiatr chłostający wodę, migotliwe odbicia żagli, budynków, chmur (s. 38).
Chyba najbardziej uderza to, że Monet (a za nim inni) starają się malować nie miejsce, ale czas, jego upływ. Nie utrwala tego, co jest, ale chwyta to, co przemija (s. 42, cytat z Rogera Marxa). Pejzaż impresjonistyczny ma więc niewiele wspólnego z pejzażami wcześniejszych epok (CDF, dajmy na to, nie utrwala upływu czasu, raczej poczucie ludzkiej małości, nieistotności i przypadkowości).
Wypowiedzieli wojnę pięknu (s. 181) – ogłosił pewien krytyk, obejrzawszy pierwszy pokaz impresjonistów. Pięknu, ale rozumianemu jako pewien ustalony, obliczalny wzorzec. Nowoczesność, a z nią impresjonizm, czyni piękno subiektywnym. Odtąd decyduje Oko.
Nieco później, przy okazji sprawy Dreyfusa, która podzieliła Francuzów w sposób dla nas niewyobrażalny, okaże się, że impresjonizm jest także sztuką wywrotową i zdegenerowaną (s. 367). Jego uderzenie w piękno stanowić ma akt politycznego spisku. W dwudziestym wieku tylko dyktatorzy będą doceniać klasyczny wzorzec.
4.
Trzeba powrócić do Paryża, westchnąłem na koniec. Przeczytałem za późno i teraz na nowo muszę obejrzeć wszystko, zbiory muzeów wpisać w biografię i geografię (życie Moneta, można powiedzieć, dzieli się na odcinki Sekwany).
Dziecko, póki lubi Moneta, na pewno się ucieszy.
