Pięciu

Z wystawy „Młodopolska Grupa Pięciu”, Muzeum Narodowe w Krakowie, czerwiec 2026 r.

Było ich pięciu, w każdym z nich inna krew – trawestacja szlagieru nasuwa się sama. Po to do Krakowa: obejrzeć pierwszą od ponad stu dziesięciu lat wystawę Grupy Pięciu.

Nie powiedzą wam tego otwarcie (nie mam katalogu, może tam powiedzieli), ale byli to surrealiści przed surrealizmem, ufający snom i wizjom.

Leopold Gottlieb ze swoimi portretami psychologicznymi. Śmiertelnie chory Mieczysław Jakimowicz tuszem tworzący widmowe fotosy (przetrwało około dwudziestu prac). Jan Rembowski, obywatel Czarodziejskiej Góry, szkicujący fakturę materiałów tak prawdziwie, że można jej dotknąć. Witold Wojtkiewicz: przy okazji warszawskiej wystawy (tutaj) usiłowałem uczynić go uczniem Alicji. Wlastimil Hofman, który dzisiaj kojarzony jest z cepelią, a był poetą dzieciństwa.

(W salach krakowskiego Muzeum Narodowego jest jeszcze Tymon Niesiołowski z hipnotyczną różową dziewczynką i zaskakujący jako rysownik Cyprian Kamil Norwid).

Razem tworzą Sztukę a Sztuka to zmaganie z nicością. Dlatego zapomniani, zbyt dojrzali wobec oczekiwań ówczesnych widzów, wystawiali zresztą głównie poza granicami. Wizualnie bliscy malarzom Północy, wspominanym Belgom, czy choćby Hodlerowi. Inni, właśni, odrębni.

Dodaj komentarz