dziennik podróżny 11/26

czerwiec 2026 r.

Druga strona

Na rewersie Sudetów pejzaże są zdziczałe. Mniej wsi, czuwają tylko wokół krzyży barokowi święci: w parach albo czwórkach. Kolory dojrzewają. Czasem trafi się postać – jak dziewczynka w pomarańczowej sukience zbiegająca ulicą i znikająca chyłkiem.

Język

Skały odwiedza tylu Polaków, że tubylcy posługują się pidżinem.

Rzeczy ostateczne

U wejścia do miasteczka czeka cię sąd ostateczny. W ogóle czeka cię sąd, nawet jak nie wejdziesz. Przyjeżdża kościany jeździec i rach-ciach.

Pocieszyć cię może kawiarnia, w której niebieska piastunka podaje niebiańskie tiramisu (pod czujnym wzrokiem Antoniego z Padwy i Jana N.)

Ale co to za pocieszenie.

Zamek, zakaz

Tu nie można – głowa młodzieńca wystawała z furgonetki. Szliśmy za Niemcami, których wypędził chwilę potem. Znad domów wyrastały wieże zamku, kusił: byłby ładnym kadrem. Biorąc pod uwagę ton głosu, właścicielem raczej nie był graf, ale jakieś potentat od mrożonek, wędlin albo butelek kaucyjnych.

Sz

Przewodnik w koszulce z pocerowaną twarzą Frankensteina wołał sz-sz-sz i gołębie zasiedlające wieżę unosiły się chmarą.

W dali, pod ceglanymi murami miasta dało się dostrzec zadbany ogród warzywny.

Słabość

Ledwo mnie za każdym razem powstrzymują, bym nie udał się do zakładu fryzjerskiego z bluszczem w witrynie albo ze zdjęciem z katalogu mody Quelle z roku mojego urodzenia i nie dał się ostrzyć starszej pani w białym lekarskim fartuchu (jak zaglądam przez drzwi w Z.)

Wewnątrz znowu

Zieleń niklowa na obrazach Rembrandta jest być może suchardytem z tego złoża – opowiada kolejny tego dnia przewodnik, tym razem dość ponury i zapięty pod szyję:

wyznaje spiskową teorię dziejów i pesymizm, co do ludzkości. Sądzę, że geologia daje mu otuchę, obiecując – prędzej czy później – zagładę.

 

Arboretum Wojsławice, czerwiec 2026 r.

Impresja pierwsza

(Jak pisałem, nigdy do tej pory nie doceniałem ogrodów Claude’a Moneta).

Nie widziałem dawno piękniejszego ogrodu. Przerabiam go w wyobraźni na kolejne płótna. Oto, zaraz tymi łąkami zbiegną Camille z małym Jeanem. Nawet zgadza się wiek dziewiętnasty.

Impresja druga

Albo ten sad czereśniowy, otoczony żółtymi pasmami liliowców. Pomiędzy obfitością owoców ustawione drabiny. Każde drzewko o innej słodyczy. Chciałbym namalować A. i Dziecko jak wspinają się, aby sięgnąć. Widać tylko nogi.

Nie umiem ani malować, ani opisywać. W trześniach skryta jest jeszcze jedna nuta: cierpkości.

(Broumov – Adršpach – Stoszowice –  Ząbkowice Śląskie – Szklary – Wojsławice)

Dodaj komentarz