
Luz, Dwie nagie dziewczyny, tłum. Olga Mysłowska, Kultura Gniewu 2026
1.
– Tato, a co to znaczy „erotyczny”? – …że jest śliczny, Ruth (s. 51) Ta wymiana zdań między kolekcjonerem i marszandem Ismarem Littmanem a jego córeczką dobrze opisuje istotę malarstwa Otto Muellera. Kiedy zachwycił mnie pierwszy raz, dużo tu zapisywałem o Oku, o niewypowiadalnym, o Kawafisie, o Jarosławie, o Fränzi. Wtedy w Berlinie na gorąco notowałem (przepisuję po raz kolejny):
W przeciwieństwie do lekkości aktów jeziornych i wydmowych, akurat tytułowe dwie nagie dziewczyny o androgynicznych, wprost kubistycznych rysach, nigdy nie stały się przedmiotem mojego uwielbienia. Tego Muellera unikałem. Nie zapisałem go nawet w licznych pamięciach telefonów, których używałem od chwili berlińskiej wystawy w Lato Narodzenia.
2.
Sam Otto Mueller w komiksie Luz jest typem dość antypatycznym. Introwertyczny odludek, odcinający się od innych malarzy, opryskliwy i wiecznie rozchełstany. Daleko mu do zalegającego z czynszem, acz na swój sposób przewidywalnego Moneta z ostatnio czytanej biografii.
Zresztą bohaterem komiksu nie jest on, lecz jego dzieło, co początkowo stanowi dla mnie pewne rozczarowanie. Kiedy Mueller umiera, a więc znika ze stron „Dwóch nagich dziewczyn”, jego obraz usamodzielnia się, odrywając od twórcy. Od tego momentu czytelnik nie może już oczekiwać biografii.
Dopiero po pewnym czasie orientuję się, że obraz patrzy. Perspektywa Oka zostaje odwrócona, nagie dziewczyny przyglądają się swoim widzom. Niektórzy staną przed nimi wielokrotnie. Aż chciałoby się podsumować jakimś banalnym stwierdzeniem albo sentencją w stylu ars longa, vita brevis.
(Na koniec okazuje się, że „Dwie nagie dziewczyny” to również wyrafinowany mercz kolońskiego Muzeum Ludwiga).
