Paweł Huelle, Talita

Katarzyna Karpowicz, Zwykłe życie, 2017, źródło: https://katarzynakarpowicz.pl/malarstwo/ulice. Instynktownie wiedziałem, że ulubiona malarka Ka. najbardziej pasuje do „Tality”. Chodzi o ten sam sposób patrzenia, co autor, o dotykanie zdarzeń i odkrywanie w nich historii. O ulubionej malarce Ka. jeszcze będzie w najbliższym czasie.

1.

Wbrew pozorom głównymi bohaterami „Tality” nie są ludzie, a miejsca. Huelle konsekwentnie w swoich książkach opisuje topografie zmienione albo porzucone (jak choćby stara linia kolejowa w „Weiserze Dawidku”), które – mimo to – trwają, zachowując pamięć o osobach i językach, które już dawno przestały być słyszane. Narrator, często przebrany w postać dziecka, jest tym, który pamięć miejsca potrafi odzyskać, który ma klucz do opowieści, widzi więcej. Miejsce bowiem składa się z tego, co widzialne i tego, co niewidzialne.

Tytułowe opowiadanie dzieje się na pustkach w czasie pustej nocy. Dla kultury ludowej na Kaszubach, która przechowała jeszcze przedchrześcijański stosunek do topografii, charakterystyczny element krajobrazu: zabudowania na morenowych wzgórzach położone daleko za osadami (czyli właśnie pustki) są miejscami stykania się światów. Pusta noc przy zmarłej – opisywana dokładnie przez księdza Perszona – jest rytuałem o podobnie hierofanicznym charakterze.

Jak klamrą pustkami (w przedostatnim opowiadaniu) zamyka się cała „Talita”.

2.

Po męczarniach nad Borgesem, trafić na Huellego, to była prawdziwa ulga. Od dawna, to jest od kiedy M., wówczas jeszcze krakowska M., podsunęła mi któryś tom opowiadań, ów o mennonitach, zanurzanie się w prozę autora „Tality” uważam za czystą przyjemność. Jest oczywiście w tym moja słabość do Gdańska, która wyrasta z tamtej pierwszej dziecięcej podróży, o której już tu dużo było, i słabość do pekaesu jadącego Kartuską w zamglone wzgórza, tam gdzie ludzie w sklepach mówili inaczej. Och, nigdy nie popłynąłem na żadne Trobriandy jak porządny etnograf, ale Chmielno też wydawało się wtedy egzotyczne. Co nie, An.?

Zapewne dlatego tak uwielbiam Huellego, że sam wierzę w istotność miejsc.

3.

Weźmy ulicę Aldony na Wrzeszczu. Sprawdzam w gugelmap, gdzie wygląda zwyczajnie:

Aldony

Tymczasem u Huellego – podobnie jak na powyższym obrazie ulubionej malarki Ka. – ulica zapełniona zostaje postaciami i ich opowieściami. Ulica wyobrażona, niewidzialna nakłada się na mapę tej widzialnej z samochodu gugla.

Rytuał pozwala dostrzec więcej: dozorczyni, szewc, krawiec, wszyscy oni są jak kapłani wymarłej religii. Dokonując swoich codziennych powtarzalnych czynności, otwierają pamięć miejsca. Ich rytuał, jak każdy z rytuałów, łącznie z pustą nocą, ożywia mit.

4.

Trzy pierwsze opowiadania w tomie, bardzo różne od siebie, łączy zimowy pejzaż. Sam w sobie obraz zimy z zawieją, lodem skuwającym jezioro i soplami staje się – z roku na rok – mglistym wspomnieniem z naszego dzieciństwa. Tym bardziej przemawia do mnie Huelle we wspaniałym introit do opowiadania „Most”. Cała czułość tamtych czasów mieści się w jego opisie – może poemacie? – o śniegu.

To jest ten moment, który w czytaniu lubię najbardziej: odkrycie, że sam stałeś się narratorem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s