Kroniki zarazy jesiennej (18)

Francesca Woodman, Bez tytułu, Nowy Jork, 1979-1980, źródło: https://online.victoria-miro.com/francescawoodman-venice2020/

Ormianie

[Ormianie] do końca byli karmieni propagandą i nie wiedzieli, jak źle układa się dla nich ta wojna. Czytając relację Pawła Pieniążka z wojny azersko-ormiańskiej, nie mogę nie pomyśleć o naszym losie. Jesteśmy jak ci biedni Ormianie, faszerowani propagandą, złudzeniem wielkości i mocy. Fabryki kłamstw zmieniają nawet znaczenie słów, takich jak praworządność. Ma się od teraz kojarzyć z czymś obrzydliwym.

Przez ostatnie dni zaglądam na twitty rozmaitych speców od zagranicy doradzających obecnej władzy. Mieszanina emocjonalnych wybuchów, mrzonek o wielkości, podawanie fałszywych wiadomości pasujących pod własną tezę – zrobiłem sobie archiwum ku przestrodze. Nie znosiłem profesora Z. na moich studiach, ale jego prosta tabela mówiąca na czym polegają uwarunkowania polityki zagranicznej dźwięczy mi teraz w głowie jak alarmowy megafon: terrain ahead, terrain ahead.

Wróciliśmy na Wschód. Tym różni się on od Zachodu, że tu o przegranej dowiadujesz się po fakcie. Jeśli w ogóle dowiesz się kiedykolwiek. Dotyczy to w równym stopniu zarazy, jak i Europy. Niewiele osób może dostrzec, że przegrywamy każdą wojnę, w tym wywołane na nasze życzenie.

Polacy do końca byli karmieni propagandą i nie wiedzieli, że już dawno utracono kontrolę nad epidemią. Potiomkinowski szpital na stadionie odsyłał pogarszające się przypadki. Ludzie umierali w domach. Córka prezydenta tańczyła na swoich hucznych urodzinach. Każdego dnia robiono mniej testów, aby minister mógł oświadczyć, że sytuacja stabilizuje się.

W mediach informowano o sukcesach armii, a porażki zamieniano w toczące się bez końca bitwy bez jednoznacznego rezultatu. Skupiano się na opowieściach o bohaterskich żołnierzach i ich heroicznych czynach.

Nieszczęsne są te wszystkie Polski i Armenie, które los (Bóg? Opatrzność?) umieścił po niewłaściwej stronie świata.

Fryzjer

Czy się bałem? – pytacie hipochondryka. Oczywiście, że się bałem, ale nie mogłem patrzeć na siebie w lustrze (Czy pomogło? – nie, nie pomogło). Usiadłem z samego rana na fotelu. Czubek miałem spięty spinką. Boki wycieniował mi początkowo na Mao. Patrzyłem na siebie, wtedy było najgorzej. Mimo wszystko postanowiłem oddychać. Nie wiem czy latały dokoła. Może miałem szczęście?

Marcepan

W promocji był papier toaletowy. Myślami byłem przy niemieckich marcepankach z rumem lub wiśniówką. Nawet udało się zaparkować. Znaleźć monetę. I już myłem ręce w przedsionku, gdy zaniepokoił mnie wygląd wilkiem patrzących innych klientów. Ach tak, dziesiąta trzydzieści. Żegnaj, marcepanie!

Zbawienie

To, że ją znałem, nie odpowiada jeszcze na pytanie o przyczynę znalezienia się w moim śnie. Pola, niewiele z nią rozmawiałem w tamtych czasach, gdy bawiłem się w etnografię. Zajęcia z historii zbawienia trwały do północy, a ja jak zwykle się spóźniłem. Czekałem na nią, żeby dała mi odpisać ostatnie notatki. Powiedziała, że jak ją odprowadzę. Szliśmy więc Placem Trzech Krzyży do Nałęczowa. Była 4.27, kiedy zapisałem w telefonie Hidt zbawienia polsctoxek nalevxow. Dziwne, że tylko zbawienie jako tako mi się udało.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s