Obrona Tischnera

20190615_1349588847222473814826572.jpg

(Tomasz Tomaszewski, Ksiądz Tischner na I Krajowym Zjeździe Delegatów NSZZ Solidarność, 1980, źródło: ecs.gda.pl)

Zdaję sobie z tego sprawę, że tytuł jest absurdalny. To, że przed kimś trzeba bronić Tischnera w świecie Jędraszewskich i Rydzyków, to jakiś ponury żart Opatrzności. Ale skoro parę wpisów wcześniej ustaliliśmy, że polska wersja katolicyzmu neguje intelektualizm i charakteryzuje się ubóstwem doktrynalnym, więc filozofów nie rozumie, a teologów nie potrzebuje (zresztą polska teologia – co do zasady – owinęła się wokół Papieżapolaka, wzięła i umarła). Tym bardziej nie potrzebuje Tischnera. (Tych niewielu, garstka, wśród nich ja, potrzebuje, ale oni są wymierającą mniejszością polskiego katolicyzmu).

Właściwie Tischner w czerwcu (parę tygodni przed dziewiętnastą rocznicą jego śmierci) został zaatakowany trzykrotnie.

Po pierwsze: Cenckiewicz, jakaś niejasna wzmianka o Tischnerze jako kontakcie operacyjnym SB. Na pierwszy rzut oka – w połączeniu z krokodylimi łzami Cenckiewicza – wiadomość szokująca. Ale łatwo się opamiętać: bezceremonialny sposób w jaki pseudohistorycy grają wyciąganymi z archiwów teczkami, w jaki sposób traktują prawdę i jak manipulują danymi dla własnych celów stanowczo uspokaja. Zresztą Cenckiewicz – jak przystało na prawicowego „naukowca” – doskonale wybiera datę publikacji wpisu o Tischnerze. Trzeci czerwca, tak, żeby uderzyć w rocznicowe uroczystości, jeszcze raz pokazać świętującym co obecna władza sądzi o przeszłości. Cel jest zresztą dosyć oczywisty: zachlapać czarną farbą bohaterów przeszłości i wprowadzić na ich miejsce nowych, którzy wówczas nie zdołali być bohaterami.

Kiedy się niepokoicie więc odkryciami Cenckiewicza, warto przypomnieć sobie, że te same bądź bliskie im umysły twierdzą, że Wałęsa był pionkiem tajnych służb, Okrągły Stół był zdradą Polski a nazista Degrelle – bohaterem, bo walczył z komunistami.

Z innej flanki Tischnera zaatakował Woś w „Tygodniku Powszechnym”, zarzucając mu niezasadność czy też niesprawiedliwość określenia Homo sovieticus używanego wobec współobywateli (zwłaszcza tych, którzy na transformacji stracili), a także wsparcie księdza profesora dla neoliberalnych pomysłów gospodarczych. Tak, Tischner nie miał okazji powiedzieć byliśmy głupi i częstokroć czytając reportaże o skutkach tamtej transformacji (określanej przez niektórych jako zbrodnia), zastanawiam się czy nie był im współwinny. Z drugiej strony sam Woś i część lewicy socjalnej wydaje się cenić bardziej prawa socjalne od podstawowych wolności. Pomysł Wosia, że alternatywą dla Balcerowicza był chiński model gospodarczy, pomija taki szczegół jak czołgi na Placu Niebiańskiego Spokoju. Trudno zresztą niesprawiedliwą transformacją usprawiedliwiać wszystko. Wydaje się, że Tischner trafnie diagnozował skłonność Polaków do autorytaryzmu i do oddawania komuś innemu własnej wolności. Woś odczytuje tę skłonność wyłącznie w kontekście rozwarstwienia i marginalizacji grup, które nie mogły lub nie umiały poradzić sobie w nowej sytuacji gospodarczej. Ale problem tak naprawdę nie znika wraz z lepszym socjalem, problem tkwi w nas głębiej (czego Woś nie chce widzieć).

Czy nie stajemy się dziś ofiarami nowego, nie znanego nam dotąd lęku – lęku przed wolnością? Jeszcze nie tak dawno potwierdzaliśmy dzielnie naszą tożsamość w oporze przeciw gwałtowi, a dziś – odnoszę wrażenie – nie potrafimy spojrzeć w głąb odzyskanej wolności. Czyżby to, o co tak długo walczyliśmy, było dla nas zapowiedzią samego tylko piekła?

Gdy mówimy o niebezpieczeństwach konsumpcjonizmu, obwiniamy wolność. Gdy wskazujemy na aborcję, obwiniamy wolność. Gdy szukamy źródeł pornografii, podejrzewamy wolność. To wolność sprawia, że „wszędzie panoszą się komuniści”, że „są obrażane uczucia ludzi wierzących”, że niektórzy posuwają się nawet do podważania autorytetu Ojca Świętego. Powoli, niespostrzeżenie wina wolności staje się większa niż wina komunizmu. Czas zamazuje wspomnienia, a wyobraźnia ekscytuje się wizją apokalipsy. Może się mylę, ale często – bardzo często – widzę, jak nasz lęk przed wolnością staje się większy niż lęk przed przemocą – zaczyna Tischner esej „Nieszczęsny dar wolności”. Wina wolności staje się większa niż wina komunizmu – to przecież też o tym, co odkrywa Woś.

Najtrudniej za to poradzić sobie z atakiem na Tischnera, który wcale nie jest atakiem. Myślę tu o drogach jego uczniów, którzy z jednej strony jego myśl starają się interpretować w duchu konserwatyzmu, z drugiej – okazują się być – jak ów uczeń na eksponowanym stanowisku – postaciami zupełnie bez właściwości (cierpiącymi na fantomowe bóle kręgosłupa). Jakby się go wstydzili, jakby się go wyrzekli.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s