Tylko nie mów nikomu

Tylko nie mów nikomu

Któregoś dnia Duch Święty kopniakiem przewróci stół i trzeba będzie zaczynać od nowa (Franciszek, papież).

Wiedząc, że nie ma Polski bez Kościoła. Wiedząc, że każdy, choćby nie miał łaski wiary, musi to przyjąć. Każda ręka podniesiona na Kościół to ręka podniesiona na Polskę (Jarosław Kaczyński, poseł).

Dwa powyższe cytaty, które dzieli mniej niż tydzień, wywodzą się z dwóch różnych definicji Kościoła (przy czym właściwszym w przypadku cytatu z Kaczyńskiego byłoby użycie „kościoła” pisanego małą literą. Konsekwentne odróżnianie jednego od drugiego jest ważne i podobnie jak w wypadku niektórych biskupów, wobec których używam określenia „pan”, będę się tutaj tego trzymał).

Dla Franciszka Kościół ma przede wszystkim wymiar duchowy, jego instytucje, przepisy czy hierarchie są czymś wtórnym, bez nich Kościół przetrwa, bo jego istotą jest Ewangelia. Kościół, który jej zaprzeczy, upadnie, stąd w jego sercu – jak przypomina papież – są uczynki miłosierne wobec ciała i duszy. Kościół odwracający się od najmniejszych, od migrantów w bieda-łodziach na Morzu Śródziemnym, od chorych i cierpiących, od więźniów – przestaje być Kościołem. Mundanita, przed którą ostrzegał od początku pontyfikatu Franciszek, oznacza przede wszystkim pokusę przemiany Kościoła w – idąc za Augustynem – państwo ziemskie.

Pouczającym przykładem w tym względzie może być najnowsza historia polskiego kościoła, tego, o którym mówił prezes partii rządzącej. Od 1989 roku (a jeśli zastanowić się to także wcześniej) jego główne działania koncentrowały się właśnie na budowaniu państwa ziemskiego. Wpływ na stanowienie prawa, powiększanie majątku, rozrost i bezkarność hierarchii – wszystko to przemieniało polski kościół w instytucję potężną (z punktu widzenia posiadanej władzy) i umierającą (z punktu widzenia żywotności religii, ograniczanej do pustych obrzędów i powtarzania banałów).

Ostatnie lata to prosta droga do katastrofy. Z jednej strony rewolucyjny Franciszek wymagający od Kościoła bycia Kościołem, stawiający wymagania nie do osiągnięcia dla opływających w pychę większości polskich hierarchów, wyrastający ponad wszechobecne w Polsce pomniki martwego papieża. Z drugiej spełnione wreszcie marzenie o jedności państwa i kościoła, a właściwie partii i kościoła (ten sen miłośników generała Franco, Salazara, reksistów). Towarzyszyły mu cudowne znaki: prezydent łapiący hostię w locie. Nie znalazło się w episkopacie na tyle inteligencji, żeby zrozumieć, że łączenie kościoła z narodem, całkowite milczenie wobec bezprawnych działań władzy, wreszcie otwarte jej wspieranie w kazaniach i innych publicznych wypowiedziach od wiejskich wikarych po kandydatów na kardynałów, zamienia wspólnotę wiary w twór całkowicie ziemski. To pokładanie ufności w książętach podtrzymuje mnie w przekonaniu, że procent niewierzących wśród biskupów musi być naprawdę wysoki. Partię i kościół łączy jeszcze jedna ważna cecha: obie instytucje starały się utrzymywać swoją pozycję dzięki wywoływaniu i zarządzaniu ludzkim lękiem.

Ale nam się wydarzyło – zacytuję tutaj jedynego papieża, którego w Polsce wypada cytować. Kopniak od Ducha Świętego przyszedł przez jutuba. Film Sekielskich nie jest filmem, jak usiłuje przekonać chroniąca kościół władza, o pedofilii, jest obrazem kościelno-państwowego aparatu zapewniającego bezkarność, jest diagnozą choroby kościoła (owszem także Kościoła). Nie są to też rzeczy nieznane, ale po raz pierwszy zostały wypowiedziane tak dobitnie, w medium tak powszechnym, jakim jest jutub.

Przez lata główną domeną zainteresowań kleru była etyka seksualna. Nagle publicznie wydało się, że owi – jak z przekąsem określały ich środowiska feministyczne – władcy macic właśnie z etyką seksualną są na bakier. Ich nie dotyczyła.

Władza ma rację. Ciężko być katolikiem w Polsce: wymaga to dużo samozaparcia. Ile czasu można żyć w nadziei, że ten kopniak zmieni kościół, wyrwie go z jego pychy, narodowo-katolickich farmazonów, miłości do rzeczy ziemskich? To, co dla kościoła jest szansą, partii jawi się jako śmiertelne zagrożenie, stąd jej nerwowa kampania umniejszająca znaczenie „Tylko nie mów nikomu”. Gdyby zdarzyło się, że nad Wisłą skończył się kościół, a zaczął Kościół, poseł Kaczyński miałby nie lada problem.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s