Marcin Wójcik, W rodzinie ojca mego, Czarne 2015

 

„W rodzinie ojca mego” to reportaż z tezą. Ten sposób pisania niebezpiecznie zbliża reportaż Marcina Wójcika do zwyczajnej prasowej publicystyki. Pod względem etycznym budzi to wątpliwości: autor chodzi po staruszkach, które ufnie, częstując herbatą, opowiadają o tym jak ważny jest dla nich ojciec Tadeusz. Czytamy potem te historie po to, żeby śmiać się z ludzkiej naiwności (albo fanatyzmu), a tym starym kobietom po raz kolejny potwierdza się wizja oszukańczego świata, którą serwuje Radio Maryja. Nie, nie podoba mi się reportaż robiony metodą „na wnuczka”. To publicystyczne efekciarstwo skutkuje zresztą drobnymi błędami, np. Vassula Ryden nie jest autorką egzorcyzmu do św. Michała Archanioła a prawobrzeżny Toruń przed 1992 r. należał do diecezji chełmińskiej, a nie gnieźnieńskiej. Mojego zaufania tym sposobem nie zyskuje. Tymczasem problem, o którym pisze Wójcik, zasługuje na poważniejsze potraktowanie.

O lęku

Tym, co stanowi o sukcesie działań ojca Tadeusza, a jednocześnie jest największą (dotychczas nieuświadamianą przez hierarchię) porażką polskiego Kościoła po 1989 r. jest wzbudzanie lęku. Słuchacze Radia Maryja, a nawet szerzej duża część katolików, to osoby przerażone. Najpierw był to lęk i niepewność związana z transformacją ustrojową, pytania, na które nikt tym ludziom nie dał odpowiedzi. Co zrobić w Polsce, kiedy wróg został pokonany? Redemptorysta z Torunia odkrył, że umiejętne zarządzanie lękami to recepta na sukces: stworzenie ściśle powiązanej ze sobą, dzielącej wspólną wizję świata, grupy. Oni zostali szybko upodmiotowieni, znów mieli – budzące grozę – twarze.

I tu jest prawdziwy majstersztyk: przyglądając się historii Kościoła w Polsce po 1989 r. odkrywamy – że dzięki polityce ojca Tadeusza – lęki się zmieniają, więcej, są skorelowane z terminarzem wyborczym. Ojciec dyrektor sprawnie zarządza zarówno poziomem lęku (jak bardzo należy się bać?), jak i dostępnością antidotów na zagrożenia. Porównajmy kampanie przed referendum w maju 1997 r. i czerwcu 2003 r.: narracja o upadku Polski, zmowie elit, utracie suwerenności, wyprzedaży ziemi powtarza się. Szybko po referendach, życie natomiast wraca do spokojnego, rzec można by: jałowego, biegu.

Sukces ojca Tadeusza dla większości biskupów stanowił przykład w jaki sposób budować spójną grupę wyznaniową. Przeglądając listy pasterskie biskupów łatwo odkryć, że lęk stał się ich lejtmotywem. Tak samo jak w Radiu Maryja jest to lęk pobudzany i skorelowany z działalnością polityczną: dzisiaj należy bać się konwencji przeciw przemocy, jutro należy bać się regulacji in vitro. Niestety biskupi nie posiadają talentów toruńskiego menadżera: ich wypowiedzi są siermiężne, pozbawione trafnych metafor i porównań oraz prostych schematów dających odpowiedzi.

Polski lęk przenosi się na poziom metafizyczny. Jeżeli cały czas jesteśmy atakowani, to musi to być sprawka szatana, który uwziął się na Polaków, wszystkich i każdego z osobna. Otwiera się więc pole do popisu dla wszelkiej maści wizjonerów, fałszywych mistyków i szarlatanów. W ostatnim „Tygodniku Powszechnym” przerażający artykuł o wymyślonej w Polsce tzw. spowiedzi furtkowej. Po mszach – w normalnych kościołach – zbiorowe odmawianie wspomnianego egzorcyzmu do św. Michała. Katolicyzm w wersji polskiej staje się religią ludzi, których zżera lęk. Skutki działalności ojca Tadeusza i hierarchii kościelnej przynoszą rezultaty.

Dokąd prowadzi ta pedagogika lęku? Ludzie przestraszeni nie są kandydatami na bohaterów. Ciągłe odwoływanie się do niezłomności, do historii pełnej żołnierzy wyklętych oraz ratujących Żydów nie powinno mylić. Ludzie, którzy skupiają się wokół Radia Maryja nie boją się, bo są w grupie, nad którą czuwa ktoś, kto zaradzi ich lękom; nie boją się, bo odmawiają odpowiednie modlitwy i noszą kolejne warstwy amuletów w formie medalików i szkaplerzy; ale to bardzo często osoby, którym nie udało się zdać egzaminu, wtedy kiedy trzeba było. Jak owi politycy, których w ciemnych czasach PRL nie internowano lub którzy nie mieli odwagi ponieść żadnego ryzyka, więc nawet nie próbowali mówić „nie” (czy nie dlatego Radio Maryja specjalizowało się w opluwaniu tych, którzy wtedy mieli odwagę? por. np. ataki na Jacka Kuronia.)

Ale pedagogika lęku niesie też ogromne zagrożenie dla polskiego Kościoła, wychowując pogan i bałwochwalców, a nie chrześcijan. Religia, która daje nadzieję jest przemieniana, pospołu przez ojca Tadeusza i polski episkopat, w rodzaj neurozy. W dłuższej perspektywie – gdy zabraknie zdolnych menadżerów lęku – oznacza to zupełnie spustoszenie polskich kościołów.

 

3 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s