Dziennik bez potrzeby

Chwilowe

Może to chwilowe – pod koniec kwietnia pociesza mnie A., bo nie umiem pisać. Chwilowy – chciałbym odpowiedzieć – stałem się ja. Nie znajdę się w encyklopedii, nie wydam powieści. Broniłem się przed codziennością, a ona dopadła mnie w kwietniu dwa tysiące dziewiętnastego roku, po którym pozostaną pamiątkowe drobne zapiski.

Bo ja nie istnieję. Zamiast mnie istnieją tysiące moich odbić w lustrach. Z każdym człowiekiem, którego poznaję, rośnie populacja przypominających mnie manekinów. Gdzieś tam żyją, gdzieś tam się mnożą. Ja sam nie istnieję (Vladimir Nabokov, „Oko”).

Notatki z czasów strajku

Na początku było jeszcze całkiem dobrze. Chodziliśmy razem z Dzieckiem do pracy, żartując, że zaraz się skończy i znowu o poranku powędrujemy przez osiedle. Tymczasem zdołały rozkwitnąć i przekwitnąć krzewy wzdłuż naszej drogi, a nauczyciele strajkowali. Pojawiały się akcje, żeby przypomnieć sobie jakiegoś wspaniałego nauczyciela z życia, ale przypominałem sobie tylko jednego, który dzisiaj pewnie by siedział za zbyt wnikliwe studiowanie ciągów geometrycznych i arytmetycznych. No i narzeczonego pani Luizy z przedszkola. Poszliśmy na samym początku, pięciolatki, na wycieczkę na stary poligon, gdzie narzeczony pani Luizy wszedł do studzienki i opowiadał, że należy pić szampon. Pani Luiza po tygodniu przestała nas uczyć. W ogóle nie pamiętam jak się nazywały inne panie, ale panią Luizę z narzeczonym pamiętam i zawsze sobie przypominam, myjąc głowę, że szampon należy pić. Po drodze były wychowawczynie lękliwe, nauczycielki, które nagradzały donoszenie na kolegów, zabawy w króla ciszy i pani Beata, co zachorowała na żółtaczkę i przez rok nikt nas nie wychowywał. Szkoła nas wszystkich jednoczy, Walter patronem jej jest.

Strajk trwał. Okazało się, że Dziecko nie przepada za rytualnym podejściem do urzędniczego dnia. Nauczyło się samo robić kawę w sekretariacie i przynosiło a to cappuccino z dwoma łyżeczkami cukru, a to espresso. Zasypiało nie tu gdzie trzeba i hałasowało po korytarzu. Wszyscy przynosili mu ciasteczka, czekoladki (pani dentystko, przepraszam!) albo zabawki. Byłem zazdrosny, bo mi nikt nie przynosił. Po kilku dniach Dziecko postanowiło wymuszać te ciasteczka i czekoladki. Chciało uczyć fruwać koleżanki z pokoju i stawiało pieczątki na każdym wolnym skrawku papieru.

Nauczyciele się nie poddawali. Wyobrażałem sobie, że w takich wypadkach rada rodziców zbiera się i podejmuje odpowiednie kroki, wymyśla dyżury i wycieczki, żeby robić coś razem z gromadą rozwrzeszczanych bachorów, a tu nic: milczeli, zupełnie inaczej niż wtedy, kiedy trzeba wybrać, czy na dzień nauczyciela tylko kwiaty, czy może prezent. Któregoś roku nie miałem kwiatków na koniec roku (dlaczego?), w każdym razie Stefan pozrywał mi dzikie róże na Róży i wręczyłem wychowawczyni (czy już wróciła ze zwolnienia na żółtaczkę?) piękny bukiet. Rząd tymczasem kupił boty i w internecie kpił z nauczycieli w sposób nader nieprzystojny, ale łykali to, ci co mieli łykać. W Pobożnie na przykład.

Pod koniec byliśmy wściekli. Nasze przedszkole strajkowało. W naszych urzędach wszyscy już zwariowali. Dziecko woziło się na barana na głównych specjalistach, chciało wylewać kawę na zastępców dyrektora i bezczelnie stawiało się naczelnikom. Nauczyciele przegrywali. Forsycje przekwitały. Pani Beata, nim zachorowała na żółtaczkę, zabrała mi kiedyś mój – zapisany w zeszyciku do słówek – traktat o wszechświecie, czasie i sensie istnienia. Od tej pory nie mogę się pozbierać.

Czarna dziura na Krakowskim Przedmieściu

Miejscowe święto. Czarna dziura otoczona jest płotem. Policjanci legitymują. Ogromna rozciąga się od kolumny Zygmunta po orbitę Neptuna.

54433560_2265167180468962_8371923568178495488_n

(Zhou Yangsheng, źródło: tumblr.com)

Susza

Kiedy minister Żołądź rozprawił się z Puszczą (samemu też wreszcie można było wyciąć ile wlezie), kiedy rządowa szczekaczka podała, że globalne ocieplenie i zmianę klimatu wymyślili lewacy z Sorosem, żeby zabrać polski węgiel, a paru księży poinformowało, że katastrofy Polskę ominą, bo tak chce Matka Boska w objawieniu z Wólki Dolnej, wtedy także w Pobożnie nastała susza. Marchewki wyschły.

Powiadają, że to umarli Żydzi słomkami wyssali życiodajne soki z polskiej gościnnej ziemi.

Przypadki polskie. Sukcesy biskupa M.

Pańskie sukcesy są naszymi sukcesami – pewien biskup w wielkanocnym tygodniu składa hołd wodzowi partii rządzącej. Wydawało mi się, że w Wielkanoc czcimy tylko jeden sukces i nie jest on do końca ludzką ręką, ale widać ów biskup dawno już niewierzący (tutaj).

Przypadki polskie. Nasz malutki Noe

Nie mogłem nigdy zrozumieć tego chełpliwego poczucia wybrania Polaków spośród tysięcy innych nacji, a już zupełnie pojąć nie mogę tezy jakoby byliśmy jakimiś lepszymi chrześcijanami. Wprost przeciwnie polski katolicyzm jest religią – poza wyjątkami – martwą, ograniczoną do powtarzania rytuałów w żaden sposób nie odnoszących się do codziennego życia. Najlepiej świadczy o tym reakcja rzekomo chrześcijańskiego społeczeństwa na kryzys uchodźczy (np. tutaj czy tutaj). Poziom lęków, nienawiści, niechęci dziwnym trafem bywa skorelowany z poziomem okazywanej pobożności i zapychania sobie ust religijnymi frazesami (nikt też nie zwraca uwagi na wynikające z tego paradoksy, w czym pomaga głęboka nieznajomość zasad własnej religii i zastąpienie rozumu narodową papką). Jedyne, co oferujemy to niezdrowy kult jednego z papieży (bo obecnego papieża nie możemy nijak pojąć).

Nie przeszkadza to różnej maści politykom i – rzekomo religijnym – publicystom opiewać żywotność polskiej religii (co bardzo wzmogło się po pożarze paryskiej katedry). Prezydencki minister (sic!) sugeruje nawet (ktoś dorwał jego starą książkę), że Polska ma misję zbawiania Europy: w naszych czasach rodzinę patriarchy i jego samego musi zastąpić grupa społeczna lub cały naród. […] Im szybciej rozpoznamy wśród nas Noego budującego arkę, tym lepiej, tym mniej szkód. 

Jedyny problem w tym, że Noe ma konkurencję. Potężną arkę wznoszą od kilku lat w  stoczniach Trzeciego Rzymu (tam już dawno ujrzano fale potopu zalewające Zachód).

O tym, że fesjbuk jest religią

Mark uznał: wszystko konkuruje ze wszystkim. 2617 razy dziennie dotykamy telefonu (o wiele częściej niż siebie, że o narządach płciowych nie wspomnę). Sto metrów njusfidu oglądamy na telefonie. Wcześniej instagram był dla rzeczy dopieszczonych. Relacje to zmieniły, pokazując rzeczy, które nie są doskonałe. Są momentem. Najciekawsze jest to, że one znikają, bo nie są doskonałe! Żyjemy FOMO, bojąc się, że coś nam umknie. (Cierpię na FOMO książkowe, kinowe i turystyczne).

Nagły upał

Nagły upał. Po promieniu słońca, od świeżo posadzonych truskawek aż po nasze łóżko, wędruje rząd zwabionych polnych mrówek. Nagły upał. Po oświetlonych udach Zuzanny wędruje wzrok starców w autobusie z Żoliborza na Bemowo.

Przypadki polskie. Pogromca sztuki zdegenerowanej

Kiedy pisałem o Emilu Noldem i jego żarliwej wierze w nowy porządek, nie przypuszczałem, że pojęcie sztuki zdegenerowanej pojawi się tak szybko także u nas. Oto kiedy komisarz nowego reżimu w stołecznym Muzeum Narodowym wykrył okazy sztuki zdegenerowanej w galerii XX i XXI wieku, sztuki demoralizującej, nieprzekazującej odpowiednich wartości i gorszącej młodzież, natychmiast nakazał zasłonięcie i ukrycie tych paskudztw.

Oczywiście krytyczna dyskusja o sztuce jest ważna, ale jest ona czymś zupełnie innym niż zarządzenia dyrektora muzeum narodowego podyktowane chęcią spełniania oczekiwań władzy. Ideologiczne zacietrzewienie bywa jednakowe bez względu na to czy mówimy o sztuce zdegenerowanej z punktu widzenia partii rządzącej (w polskim przypadku to partia o bardzo mizernym guście artystycznym), czy o próbach „uratowania” Teresy Balthusa poprzez wyrzucenie jej portretów z ekspozycji Metropolitan Museum.

Wszystkich owych cenzorów łączy poczucie moralnej wyższości, chęć zadekretowania moralności, którą lubią się chełpić, ale która częstokroć jest jedynie moralnością na pokaz, moralnością dla ludu, nie dla wąskiego kręgu elity władzy.

Emil Nolde był przynajmniej świetnym malarzem.

(kwiecień 2019)

1 Comment

Odpowiedz na 1987 Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s