O trudnościach z myciem nóg

 

Krzyżu Chrystusa, widzimy cię także dzisiaj w naszych morzach, Śródziemnym i Egejskim, które stały się nienasyconymi cmentarzyskami, obrazem naszego niewrażliwego i odurzonego sumienia (Franciszek, modlitwa na zakończenie Drogi Krzyżowej, 2016)

Z roku na rok Wielkanoc ukazuje, że chrześcijaństwo dla chrześcijan staje się rzeczą wstydliwą. Bo jeśli nie traktuje się go jako pustych obrzędów lub niezrozumiałych symboli, ale jako religię praktyczną, okazuje się być ono nieludzko wymagające, ba paradoksalne. Szczególnie w takim kraju jak Polska, gdzie w wyznawaniu swej religijności prześcigają się wszyscy, przejście od teorii do praktyki napotyka na przedziwne przeszkody.

Święcenie jajek – tak, adoracja krzyża – tak, wykonywanie gestów miłości w stosunku do bliźnich – stanowczo nie.

Pojawił się papież, Franciszek było mu na imię. I poszedł on umyć stopy uchodźcom. Tym samym uchodźcom, których pobożni chrześcijanie nazywają swołocząciapatymi, tudzież życzą potopienia się w wodach najpiękniejszego z mórz. Tych, od których odgradzamy się drutami kolczastymi, których boimy się i nienawidzimy zarazem. I ów papież pochylił się nad ich nogami, i umył, nie patrząc czy były to nogi katolickie, muzułmańskie, czy hinduistyczne.

Polscy katolicy wpadli w takie (święte!) oburzenie, że chcieli odchodzić od Kościoła. Ktoś nam każe kochać bliźnich! Tysiąc pięćdziesiąt lat jesteśmy polskimi katolikami, a ten papież będzie nas pouczał, co to niby znaczy. Zakipiały portale internetowe, prześcigając się w oskarżeniach papieża o herezję. Ci sami, co modlą się w pierwszych rzędach i na facebooku opisują swoje mistyczne przeżycia, ruszyli do ataku: krucjatę polskich katolików przeciw chrześcijańskiej miłości. Jezu, pomyślałem, co by się w Polsce działo, jakbyś tutaj zstąpił.

Chociaż niby specjalizujemy się w odczytywaniu znaków, tego nie chcemy dostrzec. Trafił się naszej epoce papież-prorok (i nie mówię tutaj o „naszym” papieżu): sama myśl o tym dla części polskich katolików wydaje się bluźniercza. Całe szczęście odnajdą spokój w kazaniach, takich jak zwykle, które wygłoszą polscy biskupi, pojątrzą, popiszą się intelektualną mizerią i brakiem duszpasterskiej odwagi. (Mielizna Michalika – czy nie przyjemnie byłoby uczcić, w tysiąc pięćdziesiątą rocznicę, arcypasterza jakimś fragmentem Bałtyku?)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s