
Dziesiąta do Portugalii (2)
Aljezur
Niektórzy pozostają w świetle Aljezur. Trzej Hindusi otworzyli restaurację. Wieczorami, kiedy wracamy, wystają w jej oknach, zupełnie nieprzekonujący. Nieopodal mostu pojawiła się nowa kawiarnia ze stolikami ustawionymi w amfiteatr. Mężczyźni jak z Erasmusa podają w niej pasteis de nata, które przypominają babeczki z masą babci M. Wyobrażam sobie ich genealogię. Niemcy smakujący pasteis w Portugalii, przepis w „Burdzie”, jego liczne odpisy w polskich zeszytach poplamionych margaryną.
Amado
Dziecko gromadzi w odpływie całą garść muszelek gatunku Tritia reticulata. Wystają z nich małe odnóża: okazują się stadkiem pustelników. Kiedy wysypujemy je na piasek przypływu: pomagają sobie wzajemnie odwrócić się na właściwą stronę, chwilę oceniają sytuację, po czym chyżo odbiegają w stronę fal.
Jak maleńkie kraby skaczemy po falach, potem gromadzimy się na piasku, zdejmujemy, owijamy.

Bordeira
Na szlaku nad klifami napotkaliśmy rybaka. Do furgonetki niósł dwie torby pąkli. Ocean nieustannie bił o skały. Niemożliwe, żeby się tutaj w nim zanurzyć.

Aljezur
Komm mit mir – powiedział. Owczarek ujadał tylko na nią. Skryła się przed maską samochodu. Szli teraz, obłaskawiał psa. Pilnował drogi pod mandarynkowym drzewem.
Opowiadają w zamku Aljezur o niegdysiejszej potędze. Do Amoreiry dopływają okręty z Flandrii i Kastylii, spławna rzeka prowadzi do portu w dolinie. Miastem rządzi zakon świętego Jakuba, komory celne pracują bez ustanku. Aljezur karmi marynarzy afrykańskich wypraw sycącym biscoito.
W nowym mieście w kościele najważniejszy jest znak pokoju. Wszyscy tutaj znają siebie lub są spokrewnieni. Bieganina, całowanie, uściski, kuzynka pierwszy raz z niemowlęciem, spod sukienek wystają stroje kąpielowe.
Nigdy nie byłem na cmentarzu w Aljezur.

Amoreira
Z wysokości wydmy obserwuję ludzi i wodę, rzekę, która znowu wzbiera Oceanem. Pilnie studiuję ich zachowania. Siedliśmy tak daleko jak się da, ale jeszcze dalej siedli Niemcy.
Ocean, gdy do niego wchodzisz jest zimny i słony. Fale uderzają po ciele. Zawsze jest nadzieja, że z piany narodzi się właśnie tutaj Afrodyta.
Niemcy obok, muszą być protestantami, prawią kazanie swojemu synkowi, nie zauważywszy, że dawno przestał słuchać.
A. tego nie wie, ale wciąż wypatruję flandryjskich i kastylisjkich okrętów, co zawiną do Aljezur.
Monte Clerigo
Nie wiem już dlaczego zapisałem tutaj: oni byli bardzo młodzi i piękni.
Monchique
Przez wiele lat byliśmy górsko-oceaniczni. Zdaję sobie z tego sprawę, podziwiając krętość znajomej drogi, która pnie się z Aljezur do Monchique.
Mijamy dom, który nie należy już do Antoniego, gdzieś w jego ogrodzie rośnie jakaranda Dziecka.
Teraz jesteśmy już tylko oceaniczni.
Bordeira
Wieczorem plażę patrolują czujne mewy. Ratownik schodzi o dziewiętnastej i idzie łowić ryby.
Amado
Tego roku robię dużo zdjęć. Odbierają moim notatkom duszę.
Monte Clerigo
W Oceanie przepływały sąsiadki zamienione w ryby. Jedna z różową płetwą, a druga z czarną, fale wyrzucały je na brzeg. A one wracały, słone i zamglone w przypływ i wieczór ostatniego dnia oceanicznego lata.
Rogil
W muzeum batata trwało garden party. Wyskubywano percebes, otwierano muszle, delektowano się chwilą.

Ocean / Alentejo
Na stacji benzynowej w Serpie siedziało kilku mężczyzn i popijało piwo. Dopadł ich bezduch skwaru.
Kobieta, która podjechała zaraz po nas, ubrana była wieczorowo. Wszyscy na stacji ją znali, przypominała dziedziczkę z jakiegoś serialu kostiumowego.
Tego dnia wjechaliśmy pustymi drogami w interior. Pola w wielu odcieniach żółci jak u Van Gogha. Grzbiety sadów oliwnych udawały pola herbaty. Na środku jezdni spał w cieniu dębu pies.
Nad miasteczkami czuwał fałszywy uśmiech tego ulizanego gościa z Chega, który chciał ratować Portugalię. Tu we wnętrzu Alentejo, melancholijnym i upalnym, był ciut przekonujący.
Niespodziewanie – prowadzeni nawigacją – na wąskiej asfaltówce, pośród pól, napotkaliśmy opuszczony barak i napis „Hiszpania”.

Miła odmiana wśród typowych internetowych treści.Nieczęsto zdarza mi się wrócić do początku tekstu po przeczytaniu całości – tu wróciłem. Czuć, że ktoś tu naprawdę przemyślał, co chce powiedzieć. Lubię, gdy autor pisze tak, jakby mówił do jednej konkretnej osoby.
PolubieniePolubienie
Dziękuję bardzo, zapraszam do śledzenia. Pozdrawiam!
PolubieniePolubienie