Dziennik Ba

Plac św. Filipa Neri, Barcelona

Baśnie

Za siedmioma górami, za siedmioma morzami baśnie snuły się w inny, śródziemnomorski sposób, daleki od chłodnych opowieści z nizin. Wąskie uliczki Ravalu były kolejnym z labiryntów wzorowanych na tym jedynym, zamieszkałym przez pół-człowieka pół-byka. Obcość, której tak bardzo się baliśmy, na którą zastawialiśmy w naszym kraju sidła, tutaj istniała po prostu na dobre i na złe.

Tysiąc i druga noc

Ów siwowłosy staruszek, krawiec w norze oświetlonej żarówką, pochylony nad singerem równie leciwym jak on. W chorągwiach tkanin mógłby szyć może przy ulicy Bagdadu albo Bejrutu. Turkot maszyny, noc, kopią piłkę na ulicy świętego Pawła hebanowi chłopcy.

Tysiąc i trzecia noc

U fryzjera ogląda się mecz. Czarne włosy w figury zwierząt splatają się na podłodze. Wyblakłe fryzury z plakatów jeszcze sprzed pierwszej wojny w Zatoce. Szelest nożyczek, głaszcze golibroda swoją brodę, gol.

Tysiąc i czwarta noc

Rzeźnik Husajn wyszedł przed sklep i podziwia piękno jagnięcych ciał rozciągniętych w różowawym świetle. Jak się skradają do bezsennych nocy.

Tysiąc i piąta noc

Wracaliśmy z pizzy. Akurat wtedy szejk o długiej srebrnej brodzie i złotych literach na czepcu gromadził swoich uczniów na wąskiej uliczce. Nigdy nie wiesz czego po takich się spodziewać: hojnym gestem, szeleszczącą szatą, przepuścił nas na drugą stronę.

***

1.

On: mgła nad Padem. Ona: kolorowe porcelanki na najdłuższej ławce. Pamiętacie kłótnię o północne Włochy? Ona miała rację.

2.

Miłosne metro bez maszynisty. Tulą się w białych drzwiach automatycznych. Ona cała z czarnych falbanek wsuwa ręce w jego żółty brzuch. On jej włosami wędruje poniżej ramion. Na której bezludnej stacji wysiądą?

3.

Niedziela, dziewiąta rano w Ba to jest godzina psia (Ba jest miastem psim, nieliczne koty przemykają spłoszone). Podkolanówki chartów, swetry jack russel terrierów, puchowe kurteczki chihuahua obserwujemy znad śniadania jak pokaz Dog Fashion Week.

4.

Rankiem na papuzim placu w środku dzielnicy z tysiąca jednej nocy, zdobnym w ogromnego kota (rzeźbę, bo prawdziwych nie ma, patrz powyżej), sześciu mężczyzn spierało się nad colą i fantą. Jeśli zbliżyło się można było usłyszeć spier….j!

5.

(Plac świętego Filipa Neri) Podchodzi się grupami, żeby dotknąć świeżych śladów po bombie sprzed osiemdziesięciu trzech lat. Największym osiągnięciem fotografa jest tutaj ująć bawiące się dzieci, dokonać rekonstrukcji dramatu. W gruncie rzeczy jednak, jeśli nikt nie wejdzie ci w kadr, już możesz świętować sukces.

6.

Spotkanie autorskie odbywało się na dziedzińcu muzeum. Pan autor czytał fragmenty trzem osobom i tuzinowi plastikowych krzeseł. Obojętnie mijały go wycieczki szkolne i zwabieni darmowymi wejściówkami w pierwszą niedzielę miesiąca. Ale jego głos pozostawał na dłużej, odrywał się od pana autora, usamodzielniał, chował pomiędzy budynkami.

7.

Kolekcja starożytnych wotów podobnych do tych z Fatimy, tyle, że zamiast wosku jest miniaturowa miedź (dwie ulice dalej sklep ze świecami i w oknie wiszą malutkie dzieci oraz kończyny). Oczy, ręce, mężczyzna na koniu: oby mąż szczęśliwie wrócił z wojny. Czy wrócił? Czy wysłuchał jej prośby anonimowy stary bóg?

8.

Zebrane razem. Gęsto, wykrzywione z bólu twarze wszystkich Chrystusów, muzeum Kalwarii. Byliśmy na mszy w gęsiej katedrze, siedzieliśmy pod trumnami barcelońskich hrabiów, ale dopiero tutaj na parterze muzeum, mysterium tremendum dusi nasze dusze.

9.

Pan Marès, niezły rzeźbiarz, popadł w szaleństwo kolekcjonowania. Nie mógł się powstrzymać widząc fajki, święte obrazki, klucze i wachlarze, aby nie dokonywać selekcji i systematyki, szpileczką nie przyczepiać ich do bibułki. Znajomym ciągle ginęły cygara, toteż zaprzestali wysyłać zaproszenia na partyjkę remika. Ba, karty również ginęły, nie wspominając o koronkowych obrusach i popielniczkach. Obrazili się jednak na amen, kiedy dzieci – po wizycie wujka Fryderyka – skarżyły się na brak w ich pokoikach domków dla lalek i teatrzyków cieni.

10.

Uniosła się nad winem, nad oliwkami i nad Maryją Morską. – Odleciała do Księżyca – powiedział płaczącej córeczce ojciec (przyszedł z kolegami, miał być spokojny wieczór). Wznosiliśmy oczy ku niebu i ten maleńki różowy punkcik, coraz mniej wyraźny. Dziewczynka uspokoiła się, dolano wina. W święto Wniebowzięcia Peppy Pig.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s