Ewa Klekot, Kłopoty ze sztuką ludową

Kolekcja sztuki ludowej Ludwiga Zimmerera, źródło: buchfreund.de (za:) https://www.dwutygodnik.com/artykul/4644-zaproszenie-do-wnetrza.html. Kolekcjonerom, w tym Zimmererowi, fragment swojej książki poświęca Ewa Klekot. Losy kolekcji omawiane były także na zajęciach Aleksandra Jackowskiego na początku XXI w. w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UW.

Nie sposób czytać książkę Ewy Klekot w oderwaniu od całego nurtu historii ludowej, który od końca ubiegłego roku ożywczą falą wlewa się do polskich księgarń i do polskiej debaty publicznej. O tym, jak jest istotny świadczy nerwowa reakcja konserwatywnych historyków, przez ostatnie lata słodko uśpionych mocarstwowymi snami. Nie wiem, czy świadomie czy nie (być może to tylko czasowa koincydencja), „Kłopoty ze sztuką ludową” stanowią uzupełnienie rozważań Leszczyńskiego lub Pobłockiego, po raz kolejny zadając pytanie o to, czym jest rzeczony „lud”.

Klekot pisze fenomenalnie i tego się spodziewałem. Jej zajęcia, które prowadziła jakieś dwadzieścia lat temu na warszawskiej etnologii, były dla mnie największym odkryciem studiów, ucząc spoglądania na sztukę i na muzeum w zupełnie inny, niż dotychczas sposób. To były zresztą ostatnie lata etnologii opowiadanej w tradycyjny sposób. Udało mi się jeszcze, rzutem na taśmę, załapać na zajęcia prowadzone przez bohaterów „Kłopotów”: pierwszoplanowego – Aleksandra Jackowskiego i wspomnianego – Mariana Pokropka.

Uszeregowane chronologicznie rozdziały opisują w istocie wynalezienie sztuki ludowej jako pewnego inteligenckiego konceptu, któremu powierza się różne zadania. Może to być, dla zwolenników Herdera, odkrycie prawdziwego ducha narodu, może – pobudzenie wiejskiej przedsiębiorczości (powiedzielibyśmy dzisiaj: tworzenie start-upów albo przedsiębiorstw ekonomii społecznej), może wreszcie – dopowiadam za innymi lekturami – zasypanie przepaści między byłymi panami i byłymi poddanymi. Wszędzie jednak jest tak samo: aby sztuka ludowa stała się sztuką musi pojawić się jej wynalazca: etnograf, profesjonalny artysta, lokalny działacz-krajoznawcza, mecenas z miasta, kolekcjoner, urzędnik z ministerstwa. Ktoś, kto ma – w powszechnym mniemaniu – prawo sztukę uznać za sztukę. W tym – w pańskim spojrzeniu – zawiera się jej największy paradoks i zarazem grzech pierworodny.

„Kłopoty ze sztuką ludową” czyta się z dużą przyjemnością. Niezauważalnie czytelnik w ślad za autorką przeskakuje z pola historii sztuki na pole etnologii, by moment później przyglądać się strukturze resortu kultury (och, jak wspaniałe są odkrycia autorki dotyczące urzędowej archeologii!) Jedyne moje zastrzeżenie jest takie, że całość urywa się nagle na końcu ósmego rozdziału, pozostawiając czytelnika nieco zaskoczonym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s