Dziennik wrześniowy drugi

Wasilij Kandinsky, Ausgleichrosa, 1933, Muzeum Sztuk Pięknych w Nantes, źródło: twitter.com

1.

W takiej tajskiej restauracji siedzę z nimi, z moimi przyjaciółmi, jest ciasno i ciepło, szkoda, że nie ma papierosowego dymu, co by zasnuwał kadry. Nie mogę robić zdjęć, bo komórka się wyczerpała. Pani Wietnamka (a może Tajka?) smutno patrzy w pusty stolik. Jest ciasno i zimno w naszym kraju, który nas przytłacza, który nam odbiera sen, który każe dwa wina w trzy osoby zapić i zapomnieć.

2.

Tej jesieni wychodzimy z Unii. Najpierw mentalnie, trzeba przekonać ludzi, nie tylko z Pobożna, które wyszło już dawno. Dwanaście gwiazdek na profilowym i od razu donos do smutnych członków z gabinetu. Rzeczpospolita smutnych członków: wychodzimy z Unii, odbijamy się od siatki, którą ustawiliśmy na granicy, przecinamy ją i wracamy na nasz step.

Wszystkie Wielkie Polski kończą tak samo: na mostach, po których spieprzają czarne limuzyny smutnych członków. Ta skończy podobnie.

3.

W takiej tajskiej my, a oni umierają na przygranicznych mokradłach. Opatuleni w ciepłe czapki na niespodziewanie zimne, wrześniowe noce. Czasem o nich myślę, jak ich wydzieliliśmy z naszej wyobraźni. Myślę o dobrych ludziach, których znam, i którzy tam są, podczas gdy ja kolejne puste frazesy układam dla smutnych członków. Ody dla smutnych członków, mowy dla nich.

Kolejny eksperyment, który miał odtworzyć bohaterską postawę ludności polskiej wobec żydowskiej za czasów okupacji, zakończył się sukcesem w podlaskich lasach. Nie można mieć już żadnych wątpliwości, szanowny panie Gistapo, bohaterowie są w liczbie pojedynczej i na nich też polujemy.

4.

Chodzę teraz innymi ulicami. Życie polega na zamianie ulic, po których się chodzi. Po tym rozpoznajesz kolejne etapy. Zmieniasz przystanki, kawiarnie, chodniki. Jak to jest opuścić plac Mariikiri po pięćdziesięciu latach?

5.

Codziennie Dziecko ogłasza najgorszy dzień w jego życiu. Ma sześć lat i co najmniej siedem najgorszych dni w minionym tygodniu. Teraz nadeszła jesień. Raz rzuciła ładne żółte światło na łóżko. Na hali kupuję śledzie i renklody, mogę jeść je na zmianę. W aldim kupuję marcepan, zagryzam nim śledzie.

Cieszę, że cię spotkałem. Nie doczytałem tego, co chciałem napisać. Coraz rzadziej piszę. Może jesienią porzucę. Nie chcę mieszkać w tym ciasnym i zimnym kraju. Codziennie studiuję mapy obcych miast, żeby wziąć je za swoje.

Wspina się nade mną podniebny Grochów. Rurki z kremem, które wiozłem tramwajem, zupełnie rozmiękły. Dziecko ogłasza najgorszy dzień po raz kolejny.

Tak zimno, mówię mu, że pora robić lazanię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s