Avril, Seaside

(źródło: Champaka Brussels)

„Wybrzeże” jest albumem ascetycznym. Należałoby o nim pisać w sposób równie oszczędny, bez zbędnych ozdobników, nadliczbowych słów. Krajobrazy rysowane przez Avrila są samotne i geometryczne, przypominają japońskie ryciny. Nic nadto, co najważniejsze.

Są bezludne. Czasem jakaś pojedyncza kreska, dwie wskazuje na przechodniów, ale w gruncie rzeczy Avril rysuje świat pozbawiony nas. Nieobecnych.

Jeśli więc wybierano Hoppera jako malarskiego patrona kwarantann i lockdownów, Avrila można uznać za tego, który opowiada o teraźniejszości, o czasach bez podróży. Obaj zresztą mają wiele wspólnego: latarnie morskie tego ostatniego zbudowane są na wybrzeżu Maine.

To miał być ostatni wpis styczniowy: o tęsknocie za podróżą. Ale pomyślałem – ostatniego styczniowego wieczoru po niebieskim dniu – że najważniejsza jest tęsknota za ludźmi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s