Dziennik z kotlin (2)

wp-1594731872319.jpg

10.

Liczyliśmy tutaj czas zupełnie inaczej. Obchodziły nas raczej epoki niż dziesięciolecia. To było pięćdziesiąt milionów lat temu – machnął ręką przewodnik jaskiniowy tak jakby to było wczoraj albo przedwczoraj. Jeśli coś narusza nasz święty spokój to właśnie ogrom tych rachunków (równocześnie wywołując entuzjazm u Dziecka). Przypominam sobie tegoroczne lektury, o tym jak geologia oznaczała bogobójstwo (por. „Podróż zimowa” oraz „Katastrofy…„).

11.

Jeśli idzie o katastrofy, to spacerujemy najwyższym chodnikiem. Nad nami jest czterdzieści pięć metrów góry. Pod nami klika setek dawno zasypanych ciał.

Stałem się koneserem nieistniejących kopalni, melancholii zagłębi, gdy pada drobny deszcz, a mu zanurzamy się w boczne drogi w dolinie, zapłakane szare szeregi domów. Nie ma śladów.

Powiada Wikipedia: Ofiary katastrofy zostały pochowane w odrębnej kwaterze na cmentarzu w Jugowie, przy której ustawiono pomnik-kaplicę (…) W uroczystym pogrzebie z udziałem niemieckich władz państwowych uczestniczyło blisko 20 tysięcy osób. Pomoc dla rodzin ofiar płynęła z całego świata. Mogiły zostały zlikwidowane w latach 90. XX wieku pod nowe miejsca pochówku, na swoim miejscu pozostawiono natomiast kaplicę [pogrubienie moje – Dz.U.]

Podwójna śmierć.

12.

Ci, co mieszkali tu poprzednio na wierzchołkach budowali wieże. Przy dobrej pogodzie było widać szyby kopalni. Nowi pomalowali wieżę na różowo, zaspany kasjer bierze po sześć złotych, żeby wejść, ale luneta za darmo.

Po deszczu. Chmury wspinają się po drzewach. Pliszka od rana pilnuje drogi na Sowę.

 

13.

Nie lubi ludzi na pierwszy rzut oka, łącząc w sobie paradoksalnie urok konferansjera z wojskową musztrą. Pięć osób na lewo, odsłonić skrzynkę. Wśród draperii i stalagmitów skrzynka jest najważniejsza. Naciska na niej guzik. Ciemność, „Dziecko Rosemary”:

Szatan z Jaskini Niedźwiedziej.

14.

W masywie na jagodowym polu roztrząsamy problem patriotyzmu. Czy należy sikać na polską czy na czeską stronę?

15.

Czeska rodzina w schronisku usiłuje kupić lody. Kto w taką zmarzlinę, zszedłszy z góry, je zmrzlinę? Niepocieszony syn i córka, że lodów brak. Jest szarlotka (schroniska rozróżnia się gatunkami szarlotek). Jemy ją naprzeciw zachmurzonych Czechów. Niebo się rozjaśnia.

wp-1594647617069.jpg

16.

Mieli już schodzić kiedy wybiegł ksiądz z kluczami. Ze ścian spoglądali dawni mieszkańcy. Opowiadali o sobie w trzeciej osobie w nieutulonym żalu nad przerwanym życiem matek, ojców, córek. Mówili w obcym alfabecie i byli samotni.

17.

Gdyby skamienieli w Anioł Pański kamieniczki, obok Matek Boskich, ozdobiłyby półnagie popiersia kobiet i mężczyzn zwisających z okien.

Nazywała się Kamińska i też tak zwisała nad ulicą Warszawską w R., mieście mojego nieletniego lata. Sznurami ciągnięto na Anioł Pański.

Tak było to dawno, że umarła. Zamknięto okno.

18.

Spośród mijanych miast Wałbrzych okazał się tym nieskończonym. Wyłaniał się wciąż od nowa zza kolejnych wzgórz. Potem niknął. I raz jeszcze. Wycieraczki nie ustawały.

Było to wymarzone miejsce na prozę, którą napisał już ktoś inny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s