Dziennik z kotlin (3)

19.

Na Wyżynie już dawno dorżnęliśmy wszystkie przydrożne drzewa. Pamiętam je z dzieciństwa znaczone biało-czerwoni-biało, mrugające nocą. Zaraz za Wałbrzychem przestało rzęsiście padać. Gugelmap prowadził zadrzewionymi traktami coraz węższymi i coraz piękniejszymi. Ale jak tu zatrzymać samochód na środku i robić zdjęcia? Po co?

Jechaliśmy do miasteczka, którego nie ma, a które opisał pewien reportażysta. Opisane zatętniło życiem: parking pod browarem zapełniały warszawskie, wrocławskie i inne dalekobieżne auta. W tle majaczyły wzgórza, które na Sycylii jak nic ochrzczono by górami świętej Agaty.

Zupełnie inna była ta Kotlina.

20.

Niewiele z tego pamiętam. Maluchem jechaliśmy na wczasy do Miasta Karola Marksa w Enerde (nie szukajcie na mapach, nie warto). Nocowaliśmy u nich. Osiedle rozpoznaję, bo przypominało moje, tu też patronami są kompozytorzy. Drzewa jedynie podrosły o kilka pięter.

Wuj Roman, podobnie jak jego legendarny ojciec, jeździł na grzyby i jagody po okolicznych borach. Zapuszczał się nawet całkiem daleko, gdzieś pod Legnicę albo Głogów.

Tego dnia zaplanowaliśmy wygasłe wulkany. Na leśnej ścieżce pod pierwszym znaleźliśmy bazalty i krzaki pełne jagód. Nie bacząc na komary zaczęliśmy zrywać. Wtedy pomyślałem o nim.

Wuj Roman umarł w któreś święta.

21.

Nad Kaczawą świat wydaje się nienaruszony. Wcale nie chodzi o wulkany, które nie chcą wybuchać, a przecież rok dwa tysiące dwudziesty jest wprost stworzony do ich obudzenia.

Miasteczka i wioski siedzą tu uśpione od co najmniej wojny (której? pierwszej? drugiej?) Zboże faluje po polach. Pachną lipy. Zza wzgórz wystają kościelne wieże.

wp-1594803785319.jpg

22.

Drugie Przyjście miało nastąpić po dwudziestu latach (por. nr 9), postanowiłem o tym, żaden bóg w pobłoconych butach. Ważka leżała martwo na kamieniach, ale podniesiona na palcu gramoliła się z wysiłkiem przed siebie. Miała przetrącone skrzydło, niemniej ufałem, że się zagoi. Delikatnie zsunąłem ją na liście. Świtezianka błyszcząca.

Kiedy zeszliśmy z najpiękniejszej – jak podają przewodniki – góry, nie było świtezianki, nie było też liści ani łodygi. Traktor apokalipsy zniszczył zarośla.

23.

W przeciwieństwie do dziewczęcych duchów wodnych, które pozowały Canovom i prerafaelitom, duchy gór przedstawiano jako posępnych brodatych dziadów –

siedzimy po czeskiej stronie, bo jest wyżej o metr. Doprawdy rozczula ta narodowa rywalizacja o każdy centymetr wielkości. Ekspedycje z najnowszym sprzętem mające udowodnić, że najwyższy jest wyższy, bo nasz. W każdym razie, obok znaczków z urzędową czeską wysokością, sprzedają lentilki i lizatka z krecikiem.

– może dusze gór przybierają postać niewinną, zwiewną. Może gdzieś je ujrzę. Przywidok przypadkiem na tysiącu sześćset trzech metrach.

wp-1594924648396.jpg

24.

Okno, przez które zmieniają się pory dnia i chmury.
Dziewczynka w białej sukience przez moment bawi się z kotem.
Mgnienie między wschodem a zachodem. Harmonia.

25.

Brunnen vor dem Tore,
da steht ein Lindenbaum:
Ich träumt in seinem Schatten
so manchen süßen Traum.

Damy dworu wypływają z powozu. Z pięknej karety kurfirst. Letnisko z marzeń: niby daleko od stolicy, ale wszyscy wkoło znajomi. Patrzcie – mówi radca nuworysz – tamte pagórki jakby wypadły z dekoltu grafini von und zu … . Chichot od strony księżnej. Marzenie – spędzać czas z przyjaciółmi.

Pod neogotykiem z lodowni kuchciki niosą pstrągi na wieczerze. Zanim ich pożre historia.

26.

O czym myślałem wchodząc po południu sam na dwa kształtne wzgórza? Pośród jakich wzgórz układałem głowę do snu – we śnie?

Budził mnie zapach mokrej ściółki, przyspieszone tętno, smak wody na szczycie.

Dawno temu góry nastrajały mnie religijnie. Godzinki w trawach Beskidu Niskiego to było prawie twarzą w twarz, podobnie jak wyprawa z Sz. na Piotrusia (nirwana – notowałem wówczas egzaltowanie). Z każdym przewyższeniem rozbudzał się we mnie fanatyzm. Ciągle wymagałem hierofanii.

Z rozmyślań nad szarlotką wynika, że po raz pierwszy jestem w górach jako dorosły. (Choć może siebie przeceniam).

27.

Nizina zjawiła się nagle wczesnym popołudniem.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s