Kłamstewko

Li Wengliang
Dr Li Wenliang, źródło: twitter.com

To nie choroba zabija, ale strach przed nią  (wujek Haibin do Billi)

„Kłamstewko” nie spodobało mi się z kilku powodów. Po pierwsze, wychodziliśmy po filmie o miłości Marianne i Leonarda, i chciałoby się nad nią pomedytować spokojnie. Ale do twojego mózgu zamiast Bird on the Wire trafiało Senza di te, włoski cover Mariah Carey, skądinąd bardzo udany. (Oni śpiewają po włosku? – pytam A. wstając z fotela).

Po drugie: spośród wielu gatunków filmowych i literackich, narracje o śmiertelnych chorobach podobają mi się najmniej. Może to po prostu niechęć do oglądania na ekranie swoich lęków, a może obawa, że aktorzy wcielą się – ni stąd, ni zowąd – w osoby mi bliskie. Nai Nai to przecież także nasza, moja babcia.

(spojler) Po trzecie: jest w „Kłamstewku” jakaś nachalność. Niby obrazki z chińskiej ojczyzny mają charakter komediowy (hotel jak u Barei, wesele jak u Smarzowskiego), lecz ciągle podskórnie pojawia się przekonanie, że w Chinach jest lepiej niż gdziekolwiek na świecie. Wujek Haibin broniący chińskiego stylu życia (choć na emigracji we wrażej Japonii) wydaje się być bardziej przekonujący niż rodzice Billi, nieszczęśliwi nowojorscy imigranci, choć z amerykańskim paszportem. Zresztą Billi, główna bohaterka, też dojrzewa do chińskości, wyrzucając rodzicom, że porzucili kraj lat dziecinnych. Symboliczna wydaje się scena stawiania na plecach Billi leczniczych baniek, które może nie uzdrawiają ze spleenu, ale pozostawiają trwałe ślady. Chiny zapisują się na jej ciele.

I moglibyśmy tak o „Kłamstewku” i jego drobnych smaczkach rozmawiać, gdyby nie to, co dzieje się w Chinach dzisiaj. Przypomnę może zarys fabuły: rodzina nie chce powiedzieć kochanej babci, że jest śmiertelnie chora. Wujek Haibin oprócz sentencji użytej tutaj jako motto (strach, nie choroba), przedstawia dość długie uzasadnienie tytułowego kłamstwa (w skrócie: to rodzina czy szerzej społeczność niesie odpowiedzialność, a nie jednostka). Potrafi przekonać nawet Billi, która początkowo – zgodnie z potępianym w filmie amerykańskim wzorcem – chce powiedzieć prawdę, bo kłamanie jest nielegalne. Ostatni kadr udowadnia, że rację ma wujek i ludowe Chiny.

Otóż, nie mają racji. Próby mówienia o tajemniczym wirusie rozprzestrzeniającym się po wielomilionowym Wuhanie uznano za prowokację. To nie wirus zabija, ale strach przed nim – być może powiedział nawet jakiś sekretarz KPCh. Ci, którzy odważyli się mówić – jak dr Li Wenliang – stali się ofiarami policyjnych aresztowań i przesłuchań. Do dzisiaj znikają ci, próbujący się przedrzeć swoimi filmikami i relacjami przez oficjalną propagandę (radzimy sobie doskonale, zobaczcie jak tańcują koparki – szpital w tydzień). Kwarantanna staje się metodą eliminacji przeciwników politycznych.

To nie wirus zabija, to kłamstwo, bardzo podobne do tego z filmu Lulu Wanga. Okazuje się, że to jednak Billi miała rację: powiedzieć prawdę na początku, tak jak w Ameryce, oznaczało uratować setki osób. Po epidemii z Wuhan „Kłamstewko” przestało być komedią.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s