Piwnica / Cudowne

 

tej nocy, której w mieście na literkę b. zdejmowano flagi (boże chroń królową) a stephen ellcock publikował coraz to bardziej przerażające miniatury, piliśmy czerwone wino.

piwnica pod baranami. klikałem w kolejne filmy, godzinę, dwie. od tak dawna tego nie słuchałem. kiedy umarła halina wyrodek napisałem o tym tutaj, śmierci anny szałapak już nie zauważyłem. jakby to była kolejna nieznacząca śmierć. nie była. 

na groblach, o groblach mówi o zapamiętywaniu, o tym, że życie składa się z małych rzeczy, i tylko tym jest życie, niczym innym. wtedy to się stało:

piwnica pod baranami i czerwone wino. odkryłem tej nocy, że potrafię przypomnieć sobie siebie wtedy. wracałem do lu. zresztą to wszystko było takie piękne i poruszające. tamte czasy. rozkopane krakowskie przedmieście, tania książka, sklep z herbatami na kapucyńskiej, ta nasza młodość. wycieczka szkolna do krakowa i plac na groblach. potem. kilka lat potem z m. piwnica na serio w krakowie przy rynku. wielkie plany. a to wszystko miało trwać najwyżej pięć lat.

nie chodzi o magdalenki prousta raczej o szamański taniec, który otwiera minione światy.

dezyderatę traktowałem jako plan na życie. na osiemnaste urodziny j. (tej j., po której nic nie było takie samo) wypisałem ją na kartce ze smutnym tulipanem. uniwersalny poradnik, jakim należy być, to, w co wierzyłem. kim będę:

nie potrafię nawet chodzić spokojnie. na początku myślałem, że to chwilowe. ten szybki chód mieszkańców wa. jeszcze na saskiej kępie wolniej. teraz biegnę (nawet po kawę biegnę).

i tak dalej przez wszystkie wersy.

mam mały pokój z oknem. chcę do niego kupić kwiatka, ale nie paprotkę.

***

 

tej nocy kiedy przenosiłem się w czasie, przeczytałem u ł.n., że trzydzieści dwa lata wcześniej zaczęły się „cudowne lata”. pamiętasz winnie i kevina? – spytałem a., ale a. nie pamiętała. nawet nie pamiętała chrypliwego cockera w czołówce. ale skoro już byłem w lu. i miałem osiemnaście lat, równie dobrze mogłem mieć dziesięć albo piętnaście.

kiedy zacząłem pisać dziennik, ten śmieszny dziennik, który pisałem w ósmej klasie, zapisałem na okładce „cudowne dni”, bo byłem kevinem. szukałem winnie. to były czasy kasi l., która nawet nie wiedziała, że to były jej czasy. czasy naiwne.

przy ostatnim odcinku płakałem. nie mogłem się powstrzymać. jak się ma piętnaście albo osiemnaście lat można płakać z powodu winnie. ale zdaje się ja od razu miałem czterdzieści. narrator bowiem mówi:

dorastanie dzieje się w mgnieniu oka. jednego dnia nosisz pieluchę, następnego już cię nie ma. ale wspomnienia dzieciństwa pozostają z tobą na lata. pamiętam miejsce, miasto, dom taki jak wiele innych domów. ogródek jak inne ogródki. ulicę jak wiele innych ulic. ale, po tych wszystkich latach, wciąż widzę przeszłość jako cudowną.

tej nocy, okazuje się, że piwnica śpiewa, o tym samym, o czym opowiadają ostatnie zdania „cudownych lat”. o tym, że życie składa się z małych rzeczy, i tylko tym jest życie, niczym innym.

tej nocy przyglądam się sobie dawno temu. jestem tylko jedną z wielu małych rzeczy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s