Małgorzata Sidz, Kocie chrzciny

20191001_132352
Fiński system (…) wysyła nowo upieczonym rodzicom tak zwany baby box (s. 156). Na zdjęciu baby box w Muzeum Narodowym w Helsinkach, 2019. Jeślibym miał napisać reportaż o Finlandii zacząłbym od tego muzeum, od tego w jaki sposób opowiada się o sobie samym.

Bułgaria nie spodobała mi się, Finlandia za to od pierwszego wejrzenia. Całkiem na odwrót jest z reportażami „Czarnego” na ich temat. „Złote piachy” Sylwii Siedleckiej składały się z kilku małych reporterskich esejów dogłębnie opowiadających o wybranych fragmentach bułgarskiej rzeczywistości; „Kocie chrzciny” zupełnie inaczej – bywają powierzchowne, jak reportaż podróżny, za to są o wszystkim. Dwieście czterdzieści stron to prawdziwa kopalnia ciekawostek o byciu Finem. Niestety wszystko tylko wspomniane, zaznaczone, nieco jakby pozbawione refleksji.

Oczywiście są Muminki. Każdy tom streszczony, choć mój niepokój wzbudza kilka szczegółów sugerujących, że – w przeciwieństwie do mnie – autorka nie pochłaniała nałogowo książek Tove Jansson (skąd czarownica? od kiedy Buka jest włochata?) Przypuszczam, że po łebkach także w innych fragmentach.

W każdym razie Homek tańcuje o blasku księżyca, a Finowie – to dla mnie prawdziwa sensacja – upajają się tangiem. Są jednak rzeczy, o których nie śniło się urzędnikom: milongi pod kołem podbiegunowym. Północnym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s