Flannery O’Connor, Ocalisz życie, może swoje własne, W.A.B. 2019

aea69176545b57c841bbd9e634095664

(Sally Mann, z albumu „At Twelve”, 1983-1985,
źródło: https://www.jacksonfineart.com/artists/sally-mann/)

 

Nie pakujcie tej książki do podróżnych bagaży. Nie zabierajcie jej na wakacje. Owszem opowiadania w niej są wyśmienite, ale poczekajcie na deszczową jesień. A. wzięła „Florydę”, ja wybrałem Georgię.

W swoim pamiętniku Sally Mann zawarła sugestię, iż Południe Stanów Zjednoczonych pod względem stosunku do życia i śmierci przypomina nasze Południe, to znaczy miejsce, dokąd doleciał nasz samolot razem z tomem Flannery O’Connor. Pozwalam sobie nawet na śmielszą tezę: Georgia w tych opowiadaniach da się wyobrazić jako Lubelszczyzna. Jest w tym pewna zasługa jednego z dwojga – obok Marii Skibniewskiej – tłumaczy, Michała Kłobukowskiego, który tamtejszy dialekt przekłada na gwarę, w której słyszę zaśpiew z głębi mojej Wyżyny. Co więcej, tak jak mieszkańcy Wyżyny, bohaterowie są nieznośnie religijni i zupełnie nieufni. Rozmowy o czarnoskórych (niech wracają do Afryki) pobrzmiewają znajomymi -izmami. Tyle tylko, że u nas nie rozmawia się o Afroamerykanach, bo i po co, ale o Żydach, których istnienie i zagładę wyparliśmy z naszych wyżynnych (czy też konfederackich) wsi i miasteczek, choć wciąż oskarżamy ich o całe zło świata. Opowiadanie „Uchodźca” dzieje się w czasie II Wojny Światowej w Georgii, ale jest też opowieścią o polskich lękach przed innymi, tak umiejętnie podsycanych przez rządzącą partię, propagandową telewizję i radio nazywające siebie katolickim.

Prawdziwym majstersztykiem tłumaczenia, który akcję książki przenosi w nasze czasy jest opowiadanie „Fryzjer”, dziejące się w małym miasteczku, nieco mniejszym od R. i stanowczo od Pobożna. Rzecz rozgrywa się w trakcie kampanii wyborczej, małomiasteczkowej acz brutalnej. Pojawia się i dobra zmiana (i jej wielbiciele), i fragment żywcem wyjęty z rozmów na Wyżynie: czy da pan radę to wytłumaczyć i ani razu nie powiedzieć „praworzonność” (bo telewizja przecież pokazała jak sędziowie kradną a Bodnar broni mordercy)Raport o neoautorytaryzmie w Miastku, którym swego czasu wszyscy się zachwycali, mógłby przeanalizować dialogi z tego opowiadania.

Jest jeszcze jedna wyżynna rzecz w opowiadaniach, charakterystyczna dla zapamiętanych z dzieciństwa rozmów w R.: skrupulatne zajmowanie się ludzkim nieszczęściem (dziś potrzebę tę zaspokajają w dużej mierze brukowce) w połączeniu z przekonaniem o niezbadanych wyrokach bożych, czyli swego rodzaju determinacji ludzkiego losu. Razem z bohaterkami „Poczciwych wiejskich ludzi” lubujemy się w szczegółach utajonych zakażeń, ukrytych ułomności, gwałtów popełnianych na dzieciach (chyba że ksiądz, wtedy nie mów nikomu). Z chorób szczególnie interesują nas przewlekłe i nieuleczalne (s. 307).

To  wszystko sprawia, że czytanie „Ocalisz życie…” na urlopie staje się jeszcze bardziej przygnębiające: wyjeżdżasz i nie możesz się oderwać od porzuconej dawno temu Wyżyny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s