Marek Zagańczyk, Berlińskie widoki, Austeria 2019

 

C13514.jpg

(Max Liebermann, Córka artysty Käthe czytająca w fotelu, 1893/1895,
National Gallery of Art, Waszyngton D.C.)

„Berlińskie widoki” są pięknie wydaną miniaturą o zachęcającym tytule i rozczarowującym wnętrzu. Berlińskie widoki, coś, co kolekcjonuję: zawsze przywożę z podróży do Be. świeże obrazki, mnóstwo notatek, fragmentów, chwil.

„Teatr ciszy” to była książka nie do zniesienia egzaltowana, „Tryptyk oksytański” z kolei był Księgą na pograniczu literatury i sacrum, natomiast „Berlińskie widoki” są pisane od niechcenia. Mam dziwne przeczucie, że autor był na jakimś stypendium i na jego podsumowanie musiał coś napisać. Przygotował więc wypracowanie na dwadzieścia sześć stron. Bardzo mu się nie chciało więcej, a był dedlajn i w limicie słów się zmieścił.

Te topole przypominają mi sylwetkę Kanta (s. 7) – wszystkie wady „Berlińskich widoków” zawierają się w tym jednym zdaniu. Nieznośna ułuda wysokiego stylu, popis erudycji autora, który równie dobrze ten autoteliczny esej mógłby napisać o Żoliborzu, Paryżu albo Płocku.

A jeśli szukasz berlińskich widoków, lepiej zajrzeć do Michaela Schulza na Instagram: tutaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s