Adam Wodnicki, Tryptyk oksytański, Austeria 2014

Van_Gogh_-_Les_Alyscamps,_Allee_in_Arles3

(Vincent van Gogh, Les Alyscamps, 1888, kol. pryw., źródło: pl.wikimedia.org)

Bilety do Marsylii (1)

Po pierwszym odruchu, żeby kupić bilety i na chybcika lecieć sprawdzić jak wygląda Arles, zahipnotyzowany eposem Wodnickiego uświadamiam sobie, że przecież on nie pisze o Prowansji, ale o Arkadii.

Arkadii nie ma. Wodnicki wielokrotnie o tym wspomina, że wszelka rzeczywista geografia jest złudna. Może dlatego w książce nie ma mapy? Piszemy więc o krainach wyobrażonych:

To kraina z drugiej strony lustra, miejsce magiczne. Ta Prowansja nie istnieje poza mną, istnieje tylko we mnie, jest mitem – próbą zaspokojenia głodu cudowności, który od dziecka każdy z nas w sobie nosi, a którego naprawdę nigdy nie daje się zaspokoić. marzeniem, które się spełnia – w wyobraźni – nie w rzeczywistości (…). Przeżyłem Prowansję jak rodzaj święta (s. 222).

Gauguin Arles

(Paul Gauguin, Les Alyscamps, 1888, Muzeum Orsay, źródło: pl.wikimedia.org)

Bilety do Marsylii (2)

Wąskie, kręte uliczki pną się w górę, między plamami cienia spacerują przyjaźnie nastawione do świata i ludzi koty: rude, czarne, białe… Od okna do okna, w poprzek ulicy, suszy się w słońcu na sznurach kolorowa bielizna: dziewczęce majtki, tiszerty z nazwiskami futbolowych czempionów. Pusto, gorąco, pachnie oliwa i czosnków, rozgrzane kamienie parzą stopy (s. 133).

Adam Wodnicki uwodzi sposobem pisania. Nie do końca wiem nawet, czy to jeszcze synestezja czy zmysłowość. Ilość dźwięków, zapachów i nazw gatunków pozwala być w Prowansji bez zbędnego podróżowania. Po co bilety?

Mapy pamięci

Nie ma w niej mapy, a jednak ta książka przypomina mapy pamięci, obejmując różne poziomy przeszłości, które przenikają się nawzajem. Mapa pamięci krainy nad Morzem Śródziemnym, gdzie splatają się ze sobą Van Gogh, i rzymscy konsulowie, i trzy Maryje, i wyznawcy Mitry, i Petrarka i Laura.

Adam Wodnicki opowiada jako świadek czegoś, co, już za jego życia, odeszło w przeszłość. Rysuje z pamięci jak ów nieszczęśliwy geodeta z umarłego sztetlu. W „Tryptyku oksytańskim” nie ma czasu przyszłego. Wszyscy snujemy się po Les Alyscamps i rozmawiamy z umarłymi.

Albo z bogami. Nad Morzem, sam to stwierdziłem na Wyspie, o bogów jest dużo łatwiej niż na Północy. Zmieniają tylko imiona, ale mitów jesteśmy (byliśmy do tej pory – dopowie fatalista Wodnicki) pewni. To, że na łąki powraca Kora, a Matka Boska Demeter zbiera złote kłosy, wydaje się oczywiste (por. tutejsze zapiski sycylijskie).

 

 

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s