Sztuka podróżowania według Tove Jansson

 

(Florencja, kwiecień 2011, źródło: a.b.)

 

Wiosną trzydziestego dziewiątego Tove z premedytacją Reiseführery nazywa po prostu führerami. Autor bloga borykał się z nimi już od dawna,  aż wreszcie zrozumiał to, podobnie jak Tove, we Florencji (napisał o tym tutaj).

To wielka sztuka podróżować we właściwy sposób, nauczę się jej. Nie pędzić ku wszystkiemu, co „trzeba zobaczyć”, aż człowiek się robi jak namoknięta gąbka, którą zaraz potem trzeba wycisnąć ze zmęczenia, przepełnienia, aż w końcu pozostaje tylko niechęć i pustka. Chodzi mi o to, żeby np. w kościele nie chodzić systematycznie wzdłuż ścian, rzucając spojrzenie na każdą płaskorzeźbę, Madonnę czy krzyż, a potem na świeżym powietrzu nie pamiętać już nic, tylko postawić X przy kolejnej „zobaczonej chiesie”, ale by przystanąć tam, gdzie jest najpiękniej, i wdychać atmosferę, charakter kościoła i otoczenie – albo w muzeum, nie zatrzymywać się na tyle a tyle sekund przed każdym obrazem, ale niezależnie od liczby gwiazdek w przewodniku i podpisu pod płótnem, stać dłużej przed tym, co natychmiast, instynktownie przemawia do człowieka, a pozostałe szybko ominąć (Tove Jansson, Listy, s. 76).

To znaczy nauczyć się zachwytu niezależnie od tego, co podpowiada ktoś inny. Nauczyć się widoku, zapachu innego miejsca, zbierania muszli, picia kawy, uważności.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s