O najlepszym z ustrojów i inne uwagi na marginesie

 

Czytanie prywatnej korespondencji Kazimierza Nowaka pobudza wydzielanie metaforycznej żółci. Gdyby Nowak żył dzisiaj, zapewne nie jechałby do Afryki, ale został internetowym hejterem (nie cierpię tego słowa), który błotem obrzucałby każdego, tak jak to czyni w listach do żony. Po równo: Polaków, Żydów, Arabów, Afrykanów, księży, profesorów, zwolenników Piłsudskiego, redaktorów gazet. W ogóle ta jego wyprawa zaczyna mi się jawić jako przedsięwzięcie arcypolskie: bez planu, bez pieniędzy, bez przygotowania i bez mapy. Wielka improwizacja: to, co w Polsce cenimy najbardziej.

Natchniony Nowakiem autor bloga odrywa się od śpiewania kołysanek na melodię „W żłobie leży” i również zabiera głos w ważnych kwestiach.

1.

Jeśli Leszek Balcerowicz założyłby kościół, Witold Gadomski zostałby jego Terlikiem lub Rydzykiem. Zresztą powstanie takiego kościoła nie jest wcale takie nieprawdopodobne: w końcu ekonomia opiera się na wierze w niesprawdzalne dogmaty. A jeśli taniec Indian Zuni w intencji deszczu, nie doprowadzi do ulewy, to wina leży w niedociągnięciach tancerzy, a nie w nieskuteczności takiej metody zmieniania pogody. 

Witold Gadomski jest jednym z nielicznych wyznawców dogmatu o tym, że wolny rynek doprowadzi nas wszystkich do zbawienia, jednego z najważniejszych dogmatów końca poprzedniego wieku. I choć wydawałoby się, że jego wyznawców szukać ze świecą, Witold Gadomski trzyma się mocno na stronach czołowego dziennika. W jego numerze świątecznym („Gazeta Wyborcza”, nr 189, 14-16 sierpnia br., s. 34-35) rozprawia się z rewizjonizmem papieża Franciszka. I czyni to, czym mnie znakomicie rozbawia, posługując się metodologią biskupów polskich, tzn. kwestionując Franciszka Janem Pawłem!

Franciszek, w przeciwieństwie do Gadomskiego, na ekonomii się nie zna, co autor tłumaczy Franciszkowym odchyleniem peronistycznym. Śmiechu mam coraz więcej, gdy czytam jak w bogatym kraju znacznie łatwiej zwalczyć patologie, społeczne wykluczenie, obszary nędzy. Gadomski nie zauważa, że coraz mniejsza grupa gromadzi coraz większe bogactwo i ma to się nijak do sytuacji osób najbiedniejszych. Dobrym przykładem jest właśnie Ameryka Łacińska, w której niesprawiedliwa redystrybucja dóbr doprowadziła do powstania ogromnych obszarów wykluczenia czy popadania państw w anarchię. Polityka socjalna oparta na solidarności (a nie neoliberalnym kapitalizmie) zaczęła zmieniać nieco sytuację w takich krajach jak Brazylia czy Boliwia.

Najgorsze dla Gadomskiego jest to, że współczesny Kościół potępia pogoń za zyskiem, czyli najważniejszy mechanizm gospodarki rynkowej. Opowiada się przeciwko systemowi gospodarczemu, który okazał się w historii najbardziej efektywny. Nie dostrzega, że właśnie w jego efektywności jest pies pogrzebany. Zysk nie może być jedynym wyznacznikiem człowieczeństwa, a do tego właśnie doprowadziła błędna wiara w dogmaty kapitalizmu. System, w którym nie ma ludzi, tylko liczby, jest – przyjmując takie założenie – systemem niemoralnym, przynajmniej w ujęciu etyki chrześcijańskiej. Niestety dla prawdziwego dogmatyka, a takim jest Gadomski, jest to teza z założenia heretycka, bo uderzająca w sedno bronionego dogmatu.

Być może otwarcie łamów dla apologii kapitalizmu, jest jakimś znakiem, że niebawem szpalty gazety zapełnią również wyznawcy kreacjonizmu i innych niesłusznie potępianych (nie tylko przez Franciszka) systemów społecznych np. niewolnictwa (co jak wiemy da się pogodzić z listami Pawła).

2. 

Ten sam dziennik usilnie wyśmiewa hasło „Polska w ruinie”, pokazując liczne zdjęcia przedstawiające wieżowce, nowo wybudowane teatry operowe, lotniska oraz zalane betonem, odrestaurowane ryneczki małych miast. Oczywiście kilka lat temu, podobną akcję mógłby przeprowadzić „El Pais”, prezentując ogromne lotniska czy centra kultury i sztuki, firmowane przez światowe gwiazdy architektury. Jednak jest to jedna strona medalu. Tak, podoba mi się filharmonia w Szczecinie, a z balkonu oglądam imponujący horyzont Wa., chociaż nadal wolę widok z szanghajskiego Bundu. Ale te piękne budowle z hipotetycznego „El Pais” bardzo często dzisiaj stoją puste albo trafiły na listy ogromnych, niepotrzebnych inwestycji. Najczęściej te, które były pomnikami niezdrowych lokalnych ambicji albo konieczności wydatkowania funduszy, żeby ich nie stracić, wiary w nieskończoną liczbę możliwych powtórzeń „efektu Bilbao”.

Ale Polska to nie tylko beton, szkło i kostka bauma. To jeszcze małe wsie i miasteczka, takie jak na Wyżynie, gdzie nie ma już pekaesów (bo po co?), poczt (restrukturyzacja), szkół (reforma), a kolej już dawno skasowano, zamieniając hale dworców, które wznosił jeszcze Mikołaj albo Aleksander, w sklepy sieci z owadem (których dyrektor zasłużył na order). To taka Polska, o której się przypomina tylko z okazji kampanii wyborczych. I cóż z tego, że wójt postawił w niej akwapark? Od kilkunastu lat ta prowincja zmienia się. Tylko czy wycinanie parków, przenoszenie handlu do marketów i stopniowa rezygnacja z takich usług jak choćby autobus do sąsiedniego miasta to na pewno droga rozwoju? Nie wspominając już o estetyce, a właściwie jej dojmującym braku.

A kwestia reprywatyzacji? Oddawania szkół, muzeów, przedszkoli, podniesionych wspólnie z gruzów, jakimś wyimaginowanym właścicielom, którzy tak wiele stracili? Bez opamiętania i bez patrzenia na dobro wspólne. A oddawanie osiedli mieszkaniowych pod władzę firm deweloperskich? Wiem, wiem wszystko się buduje, Polska w budowie, ale jej infrastruktura społeczna popadła w ruinę i ciężko temu zaprzeczyć, będąc nawet największym entuzjastą ostatniej dekady.

3. 

Dużo spędzam ostatnio czasu w poczekalniach i rejestracjach. I to jest scena z dzisiaj, z dużego stołecznego szpitala. Do okienka podchodzi starszy mężczyzna z jakimś poważnym problemem laryngologicznym i zapisuje się do specjalisty.

Mam termin – mówi miła pani – to będzie godzina 12, pierwszego czerwca 2016 roku.
A nie da się zapłacić, żeby było szybciej – pyta mężczyzna.
To jest szpital. Nie prowadzimy działalności odpłatnej – wyjaśnia, dopowiadając, żeby przed wizytą (to jest koło 11.30, pierwszego czerwca 2016 roku) odebrał w informacji kartę.

Do czerwca ma jeszcze sporo czasu, by podziwiać kwitnące lotniska, wieżowce i teatry operowe.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s