Sztuka przegrywania

 

(Łukasz Cranach Starszy, Sąd Parysa, 1530, Saint Louis Art Museum, źródło: commons.wikipedia.org)

 

Zilustrowanie tego wpisu wcale nie było łatwe. Wyobrażam sobie jednak, że wybór Parysa, jeden z pierwszych wyborów w historii ludzkości, pasuje w tym miejscu, choć kandydaci sprzed tygodnia i trzech tygodni o wiele mniej wdzięczni do odmalowania.

1. 

Myślę, że przypadek kampanii wyborczej Bronisława – 65%-poparcia-w-styczniu – Komorowskiego przejdzie do annałów historii nauk politycznych. Uczyć się będą o nim studenci i rozbierać go na części pierwsze tak jak się rozbiera atomowe decyzje JFK w trakcie kryzysu kubańskiego. Bo bardzo to pouczające case study. W tej analizie koniecznie należy uwzględnić dramatyczne dwa tygodnie pomiędzy pierwszą a drugą turą, złożone z nieskładnych propozycji i komicznych wystąpień, tudzież reakcje po wyborach: partia nagle okazuje się nie znać swojego kandydata (Komorowski przegrał? A kto to był Komorowski?), a następnie zaczyna mówić, że tak naprawdę on zwyciężył (w realu Komorowski wcale nie przegrał – cytuję Lewandowskiego, nie piłkarza). 

2.

Okazuje się, że nie da się wygrać wyborów w ten sam sposób w jaki się rządzi, to znaczy nie podejmując żadnej decyzji, bo ryzyko jej podjęcia jest groźne. Osiem lat rządów okazało się ośmioma latami nudy, podczas których na stanowiskach kierowniczych osiadły ukwiały, które zdanie nie podejmę decyzji powtarzały jako mantrę zapewniającą nieśmiertelność (a przynajmniej nieusuwalność). Można było powtarzać taką mantrę i – nic nie robiąc – okazywać się wzorowym dyrektorem, wspaniałym członkiem (nomen omen) gabinetu politycznego, wreszcie ministrem – gwiazdą ekranów i monitorów albo ministrą – piękną a durną. Niemniej zatrudnić ten typ ludzi do prowadzenia kampanii wyborczej, to jednak było błędem.

3.

Obrazić się na młodzież, że niby to ona wybrała tak, a nie inaczej, również jest głupie. Przecież lata hodowania troglodytów, zaniżania poziomu matur, sprawdzianów i wymagań programowych zrobiły swoje. Już kiedyś naśmiewałem się tutaj, że ta cyfrowa młodzież nie ma zmysłu krytycznego, spędza czas na tworzeniu wulgarnych obrazków i ocenianiu innych. Nie, nie, powtarzali „specjaliści”, to cyfrowi tubylcy, inteligentniejsi od swoich analogowych poprzedników, tych, co bez potrzeby znali całki i pochodne funkcji. Prezydenta można dzisiaj wybierać przy użyciu obrazków, to język, który cieszy się największym powodzeniem (czeka nas, jak nic, matura z memów).

4.

Nigdy nie posądzałem prawicowych mediów o obiektywizm, ale przez ostatni rok, dwa lata, także media, które czytałem i których słuchałem, stopiły się w jedno z władzą, tracąc jakiekolwiek pozory obiektywizmu.
Po pierwsze, nadmiernie i na wyrost usprawiedliwiały, tak jak w przypadku rozmów z pewnej restauracji: tutaj, gdzie zajęły się niemoralnością kelnerów, a nie niemoralnością tak zwanych „elit”.
Po drugie, kreowały z miernot gwiazdy, co owe miernoty utwierdzało w samozachwycie (O, żelazna damo! O, jasna gwiazdo rządu!). Koniec końców dziennikarze uwierzyli w wyobrażenia, które sami wyprodukowali (por. przypadek Igora O.: tutaj).
Po trzecie, jak już usprawiedliwili każdego i uwierzyli we własną pisaninę, to stracili poczucie rzeczywistości. Radiowa publicystyka w czasie kampanii wyborczej zamieniła się w słuchowisko literackie, w którym opowiadano o tym jak dobry myśliwy rozpruł brzuch wilka i wydobył ze środka babcię-Polkę i czerwonego kapturka współfinansowanego z funduszy europejskich.
I wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
I nagle: bach! Pobudka!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s