księgarnia 59/26

Anna Magnani, kadr z filmu „Mamma Roma”, reż. Pier Paolo Pasolini, 1962, źródło: berlinale.de

Alba de Céspedes, Zakazany dziennik Valerii C., tłum. Tomasz Kwiecień, WAB 2026

1.

Spośród wszystkich smutnych książek, a czytam same smutne książki, ta jest wyjątkowa. Z początku wydawała się zbyt kobieca, zbyt kryzysowa, ale potem zrozumiałem, że ten rzekomy pamiętnik mówi też o mnie, o nas. O osamotnieniu, o tym, że do niego się dorasta.

Koniec końców, jak Valeria Cossati, zostaje się samemu ze sobą, ze swoją gonitwą myśli oraz domowymi i rodzinnymi obowiązkami.

Oczywiście dzisiaj są media społecznościowe, które karmią ułudą, budując klatkę Faraday’a z iluzji, zapewniają, że tam za monitorem są inni, którzy ciebie lubią, łakną i potrzebują, w dowód czego zupełnie bezinteresownie ofiarują ci lajki albo tagi.

Relacje w rodzinie Cossati rozpadałyby się dzisiaj inaczej, co nie zmieniałoby końcowego rezultatu tego procesu.

2.

Jest jeszcze moc pisania. Główna bohaterka dzięki prowadzeniu pamiętnika odzyskuje świadomość własnego życia, wyłamuje się ze schematu ranków i wieczorów, gotowania, zmywania i prasowania mężowskich koszul.

Odkrywa, że istnieje inne życie.

Odkąd (…) zaczęłam prowadzić dziennik, odkrywam chyba, że słowo, a nawet akcent, mogą być równie ważne, a nawet ważniejsze niż wydarzenia, którym przywykliśmy nadawać wagę (s. 35).

Buntuję się przeciwko twojemu pisaniu – powtarza ktoś, dobrze wiedząc, że pisanie jest sposobem ucieczki, zapomnienia, ulgi: innego życia.

3.

Pod koniec ta książka staje się okrutna. Staje się okrutna, bo pojawia się ona, ta, która odziedziczy klęskę, Marina:

Rezygnacja – zapisuje Valeria – to jedyny sposób, by być silniejszą od niej, by ją pokonać, nie tylko dziś, ale zawsze, i skazać ją na życie bez nadziei, takie jak moje (s. 225).

Po tym zdaniu szkicuję zakończenie. Czynię to parę razy bezskutecznie. Jakby było kropką. Jakby w tym manifeście rozgoryczenia nie dało się zawrzeć już więcej.

Dodaj komentarz