
Z majheritydż jest jak z tinderem, musi się zmaczować, tyle że połączenie dotyczy (najczęściej) już nieżywych. Któregoś ranka budzę się i – o! – jest macz. Nagle odnajduje się zupełnie nowa rodzinna historia.
Nigdy ich nie było. Urywali się zaraz za I. i to jeszcze daleko, na Podlasiu, w kolejowym węźle słynnym z cukrowni. Narew – opowiadała I. małemu mnie łaknącemu niezwykłości i znaków – rozlewała się tam niby łapy.
*
Kiedy latem zapisywałem w Opolu Lubelskim: w tym mieście mogłaby mieszkać babcia myślałem o małym miasteczku jako idei. Nie wyobrażałem sobie żadnej genealogicznej rewolucji. Otóż nieznana prababcia urodziła się w tymże Opolu, dokładniej w osadzie pomiędzy stawami, niedaleko miejsca, gdzie jeździ się na pstrągi i całkiem blisko wsi, którą urządzali I. i H.
Tamci z lessowego środka Wyżyny prowadzili tryb osiadły. Wystarczało do majheritydż wpisywać kolejne metryki z urodzeniami, małżeństwami i zgonami w Cz. a układali się rządkami jak chrząszcze w gablotach muzeum historii naturalnej.
Odnalezieni byli inni: rodzina wagabundów. Poszukujesz ich śladów grzebiąc w kolejnych cyrylicach. Rok 1919: ślub w Klimontach, powiat siedlecki, rok 1901 narodziny w Opolu Lubelskim, 1876 ślub w Solcu nad Wisłą, 1865 narodziny w Janowcu.
Wbrew geografii Wisła nie stanowiła żadnej granicy. Metryki notowały jedynie zmiany guberni. Gubię się w ich chaosie, sam już nie wiem, który życiorys jest prawdziwy.
*
Brak trwałości parafii Czołomyje wynika z nagłego ataku historii.
Odnalezieni wyłaniają się z prawosławnych metryk, w których t pisane jest na dwa sposoby (E., którą proszę o pomoc, nie może się nadziwić). Ale są, są na pewno.
Przeszłości nie ma, zniknęła ukazem wraz z unicką parafią Czołomyje. Nie ma nawet pewności, co do aktu małżeństwa. Jest imię, nazwisko, otczestwo i to przedziwne t.
W 1905 roku muszą wybrać, wybierają więc rzymski katolicyzm i parafię Mordy. Chrzcielne imię zamienia na egzotyczne Hipolit, ale może tamto imię i otczestwo (dziwna litera t) nie były prawdziwe. W końcu w Cesarstwie są elementem niepożądanym.
Teraz wątki zaczynają się łączyć. W 1919 roku syn Hipolita, kawaler parafii tutejszej, bierze za żonę M., urodzoną w Opolu. W 1920 rodzi się syn, ojciec wtedy walczy z bolszewikami, zgłoszenia dokonuje W., urodzona w Janowcu. Tutaj zresztą następnego roku umrze.
Nie przestaną wędrować. Znad Wisły i znad Bugu przeniosą się nad Narew. Cała historia zamaże się aż do tego wrześniowego poranka, kiedy dostaną macza.
