
Korespondencja własna z Warsaw Gallery Weekend
Dzień 1
Się chodzi, się lansuje, najtrendowniejsze outfity, zapachy najdroższe. Warszawa piękna, popołudnie piękne, rozkwitające jeszcze, pod tymi drzewkami na Chmielnej, po tych klatkach trzeszczących z oknami na studnie, tłoczy się. Numerki na mapie się odznacza: każde takie zajęcie z odznaczeniem numerków, czy chodzi o galerie, czy o krasnale, wciąga.
(Tam, gdzie najbardziej być trzeba, tam kolejki, aż galeria Foksal ustawiła panią wykidajłę do dokonywania selekcji: godni-niegodni).
Z rzeczy nowych, spomiędzy figuratywnych i niefiguratywnych, najbardziej odkrywczy okazał się Mateusz Pecyna ze swoim projektem „Ex Utero” w galerii Picture Doc. Mocno antropoceński: ożywiający sztuczną inteligencją taksydermiczne zwierzęta z muzeów historii naturalnej, reżyserujący fałszywy program naukowy o de-ekstyncji mamutów, wreszcie firmujący mamucie perfumy. To ich zapach zostaje z nami na resztę wieczoru.
Z rzeczy starych: Maria Anto w lokalu_30, tworząca przez pół wieku konsekwentnie w stylu bliskim moim ulubionym Leonorom (choć sama siebie nie określała mianem surrealistki).

Dzień 2
Obstawiamy południowe Śródmieście a potem Muranów. Dziecko grzecznie odmawia udziału. Tylko w Rastrze egzaltacja taka, że można kroić, choć sama wystawa nadęta.
Krążymy po miejscach naszej pamięci: pierwszy urząd w kamienicy na Szucha, trasa Nowogrodzka-Plater, podwórka, w których kolekcjonowałem kapliczki nim zrobili to inni. Gdzieś podsłuchane: Ja tak krążę między Paryżem, Genewą a Warszawą.
(W sumie obejrzeliśmy 40% ekspozycji).
Z rzeczy nowych: obrazkowo-tekstowy reportaż z lubelskiego dzieciństwa „Muszę już wracać do domu” Magdy Sawickiej w Marszałkowskiej 18. Rzecz szczera i znajoma jak lęk przed zamkiem błyskawicznym rozpłatającym szyję.
Z rzeczy starych: „American Dream” Wandy Marzec w Leto – dla mnie odkrycie. Najpierw Matisse’owskie joie de vivre, potem błękitny smętek, przenoszący sąd ostateczny do Nowego Jorku.
Tyle sztuki, że umysł staje się surrealistą.
