
Beata Izdebska-Zybała, Iwaszkiewicz. Przyjaciele i wrogowie, Marginesy 2026
Tytuł brzmi sensacyjnie, więc się spodziewasz jakichś intryg, plotek, zdradzanych sekretów. Nic z tych rzeczy. Tom zbiera artykuły o Jarosławie pozbawione skandali i pikanterii, z których część wcześniej ukazywała się na łamach prasy i internetu.
Najpierw przyjaźnie, niektóre bardziej znane, bo wydane już w tomach korespondencji, inne – ciekawsze – czekające na opracowanie. Nie wiadomo za to jaki jest klucz doboru bohaterów, bo autorka właściwie pomija te relacje, u których początków stoi erotyczna fascynacja Jarosława (przypomnijmy: hołubienie i schlebianie). Nie opisuje też przyjaźni brutalnie przemienionych we wzajemną wrogość jak w wypadku Słonimskiego czy Andrzejewskiego. Jest to więc Jarosław bezpieczny.
Podobnie sensacji nie przynoszą rozdziały dotyczące zaangażowania w politykę (nadal brakuje mi portretu Jarosława jako posła), nadziei na Nobla i postawy w czasie wojny (która okazała się piękną kartą życiorysu).
Lektura w pewnym momencie zaczyna budzić niedosyt. Brakuje tytułowych wrogów. Kto podkopywał? Kto donosił? Kto nie podawał ręki? I nie chodzi o chór, który postanowił rozliczać Jarosława po jego śmierci, ale który już za życia starał się podkopać pozycję Iwachy. Aleja Wrogów byłaby przez – takich jak ja – śledzących biografię Iwaszkiewicza książką rozchwytywaną.
Najjaśniejszym punktem okazuje się ostatni artykuł, ten z nieznanym dotychczas wierszem Jarosława. Może to przez sierpień, może przez częste pobyty na Wyżynie, ale smak agrestu / w Kalniku / zapach gruszek / w Tymoszówce przemawia do mnie tonem melancholijnym. Przypominam sobie, że przecież też pisałem o czerwonych porzeczkach i też budowałem wokół nich wspomnienie (Ag.), i też chciałem opowiadać o mijaniu owoców oraz ludzi.
