dziennik podróżny 15/26

  

Estremadury ciąg dalszy

Guadalupe

Najpierw jest widok. Pod łagodnymi masywami gór miasteczko, w nim klasztorne wieże. Dzwony, które biją co kwadrans. Daleki odgłos zwierząt. Zapach jak z Algarve.

Włączył się alarm. A. wybiegła. Dom, który wynajęliśmy należał do szaleńców. Kontaktowali się whatsappem i karteczkami. Wszystko pisali wielkimi literami. WYŁĄCZ ALARM PESTKĄ. Kamery obracały się za nami. KORZYSTAJ Z PRĄDU DO 21. DOMYKAJ DRZWI. Najlepsze czekało w kuchni: wydzielone porcje sucharów i Colacao. NIE BIERZ ZA DUŻO ŻYWNOŚCI. Tylko ten widok nie do powtórzenia.

W Guadalupe można wyobrazić sobie świętość. Miasteczko jest pasterskie, unosi się nad nim bek owiec. Wąziutkie uliczki prowadzą do studzienek. Domy mają podcienia stareńkie.

 

 

Jako ofiarę Matka Boska przyjmuje kwiaty.

Przypomina tę z Barda. Są przyrodnimi siostrami, obie koło tysiąca lat. Zakonnik, kiedy wchodzimy do specjalnego pomieszczenia odwraca ją w ołtarzu i podaje do ucałowania ryngraf przyczepiony na sznurze do szaty. Obrazki są potarte o jej suknię.

W sklepiku klasztornym możesz kupić obcinacz do paznokci z Matką Boską.

Niedaleko klasztoru jest parador. Turysta wieczorem musi być z paradoru. Pani w informacji (z jakiej prowincji jesteście?) zaznacza nam go na mapie.

Albo możesz kupić otwieracz do piwa z Matką Boską.

 

 

Zwiedzanie jest na jedenastą, choć przyszliśmy po dziesiątej. Jedenasta to dwie kreski flamastrem maźnięte od niechcenia. Zjawia się niesympatyczny strażnik w mundurze. Przewodnik jest nagrany z głośników. NO FOTO, NO VIDEO, NO TOCAR. Pachnie stęchlizną, stare księgi i obrazy są w opłakanym stanie. Kiedy usiłuję sfotografować sufit, zjawia się przy mnie Cerber. Ya! – wrzeszczy, żeby skasować zdjęcie, które przedstawia zwykły barok. Ya! – kasuję, uważając, żeby nie dostrzegł fotografii pogrzebowego ornatu z poprzedniej sali.

Daję plus za Matkę Boską i makietę – mówi Dziecko, obiecując, że już tu nie wróci.

Trujilo

Tutejsze miasta mają swoje filie w Nowym Świecie. Mérida, Medellin, Guadalupe, nie inaczej z Trujilo. Tamte są potężniejsze, pozostając wspomnieniem estremadurskiej ojczyzny.

Stąd Pizarro, siepacz Inków (nie mylić z Pissarro, impresjonistą).

 

 

Pora największego żaru. Wdrapujemy się uliczkami na Alkazabę, zanim zamkną na sjestę. Kolejna Matka Boska, taka co się objawia, kiedy masz zwyciężyć, pokonać Arabów albo Atahulpę.

Na rynku większe zainteresowanie niż konny Pizarro wzbudza fontanna. Z tej perspektywy żółte Trujilo jest jak włoskie miasteczko. Rosną wieże. Pałace noszą ciężkie tarcze herbów.

Cáceres

Po dwóch stronach ulicy dwie lodziarnie. Wybieram smak owczego sera.

Spośród licznych staromiejskich pałaców ten obok katedry otwarty: markizy Tatiany. Świetej pamięci markiza była światową kobietą: podróżne kuferki są od Louisa Vuittona, mieszkała w Madrycie. Pani przewodnik z pasją objaśnia zawiłości genealogii. Historia domów tutaj jest zresztą bardzo podobna: herby, tytuły, złoto zza Oceanu, dekadencja drugiej połowy dwudziestego wieku. Na markizie Tatianie kończy się linia. Wszyscy chcą pogłaskać białego kota przy wyjściu.

  

 

Czy dowiemy się, co dzieje się z hiszpańskimi miastami, kiedy idziemy spać? O czym rozmawiają goście przy stolikach restauracji, dokąd biegną dzieci, kto się zakochał a kto się rozstał?

Na drugi dzień będę już niektórych z nich rozpoznawał.

Muzeum Sztuki Współczesnej Helgi de Alvear

W „Zwierciadle świata” Patricia Gómez i Maria Jesús González opowiadają urbeksową historię szpitala psychiatrycznego w Beterze (prowincja Walencja). Wchodzą do zapomnianego świata.

Są więc zachowane figurki do teatrzyku cieni urządzanego przez pacjentów, jest szpitalne kino (odtwarzane z pordzewiałych puszek taśmy), są księgi poszczególnych szpitalnych oddziałów:

życie w autorytarnej instytucji w autorytarnym państwie. Strzępki zachowujące jedyną pamięć o ludziach pozbawionych siebie.

Leonora Carrington zamknięta w podobnym szpitalu w Santander.

 

  

Yuste

Powietrze pachnie ogniem.

Cesarz patrzył przez okno. Ze swojej werandy mógł przyglądać się różom w ogrodzie albo stawowi. Przez pierwsze lata jeszcze podpisywał pisma, ale potem i to mu się znudziło. Ogrodnicy uwijali się. Hieronimici zaczynali nieszpory. Świat doskonale działał i bez cesarza. Wrócił do czytanej książki.

(Por. ubiegłoroczne zapiski z Granady).

 

 

droga

Gdzie las spalony – śpiewało Dziecko. Jechali drogą widokową przez żołędziowe sady z czarnymi pniami i bladymi trawami, gdzieniegdzie odcinały się białe kamienie. Ogień był tutaj całkiem blisko miasta.

Po kilku zakrętach droga zatłoczyła się. Kamienista rzeka tworzyła tutaj basen, nad którym mieszkańcy spędzali niedzielne popołudnie.

Nadal pachniało ogniem, ale pożar to było teraz coś dalekiego, zupełnie nierealnego.

 

 

Plasencia

Po Plasencii chodzili właściwie tylko żebrzący pijacy.

Nad miastem rosła katedra. W sumie dwie katedry, bo wzrost dochodów pociągnął za sobą nowe inwestycje w świętych patronów.

Sądząc po asortymencie magnesów, okolice były czereśniowe, ale nie mogli tego sprawdzić, bo godzina była martwa.

droga

Równina rozrywa się nagle. Gdzieś pod spodem rzeka. Mosty spinają wąwóz.

  

 

Cáceres

Nad Plaza Mayor nadpływają kolejne warstwy wieczoru. Akcja rozgrywa się na trzech planach.

Plac: dzieci grają w piłkę, zwiedzający oglądają miasto, dzieci są zmęczone, zwiedzający ciągną do hoteli,

Domy: okiennice uchylają się, mieszkańcy wyglądają, lampy zapalają się,

Niebo: róż, ciemny błękit, żółć, granat, grafit, księżyc.

(Ani zapis, ani fotografia nie obejmą życia).

 

Lácara

– Kilka dużych kamieni – powiedziało Dziecko. Nie miało w sobie równie nabożnego jak ja stosunku do prehistorii.

Szło się długo w południe, omijając dehesę (nieopodal w zagrodzie kąpały się czarne świnie), w stronę wzgórza.

Przyglądał się długo, aż sobie poszli. Dogonił ich za zakrętem. – Mam nowy skrót na drzwi – powiedział. – K+M+D, kromlech, menhir i dolmen.

 

 

Sewilla

Po otwarciu drzwi samochodu okazało się, że powietrze ma konsystencję budyniu. Termometr pokazywał czterdzieści sześć.

Trochę więc odczekali nim opuścili hotel na przedmieściach i miejskim autobusem pojechali do wnętrza.

Tego roku Sewilla ze swoją mnogością i harmiderem nie pasowała do opowieści. Była sycąca a on był nasycony.

Dodaj komentarz