dziennik podróżny 7/26

Paryż, maj 2026 r.

Dziennik paryski (2)

Zapisywanie miasta. W połowie rozumiesz, że nie zamienisz go w swój tekst.

Okna na dole wychodziły na boulangerie. Prowadziła ją, jak się okazało, pewna arabska rodzina. Wieczorami pracowała w niej młodsza córka, ciemnowłosa i poważna. Bułki i ciastka wyprzedawały się do cna.

Tym, co dzieli ludzi jest klasa, nie rasa – notuję w metrze. Widzimy inaczej, bo tego chcą uprzywilejowani.

Wzrok jest ostatnim zmysłem, który uczy się czerpać przyjemność. Dużo łatwiej z uchem, nosem, językiem czy skórą niż z okiem. Oko potrzebuje czasu.

(Orsay) Niezjedzona pomarańcza przy łóżku chorego dziecka. Przerażony wzrok dziewczynki, którą napotkała ptasia śmierć. Bonnard i Vuillard. Przyjemna cielesność Akademii. Czy Edgar Degas był szczęśliwy? (wstrząsająca scena wojenna jego autorstwa)

Japońska restauracja przypomina wnętrze kutra. Omasta na ryżu smakuje tranem. Dziecko rozmyśla o bagietkach.

Paryż, maj 2026 r.

Wiele sławnych widoków Wieży Eiffla. – Lepiej patrzeć na nią niż z niej – uważa Dziecko.

Na Polach Marsowych kolejny tego dnia deszcz. Zjawiają się znikąd oferując parasolki po euro.

Śni mi się telefon od dentystki, zaprasza mnie na wizytę na jutro. Nazajutrz idziemy do Luwru.

(Luwr)

Nigdy mi się ta Włoszka nie podobała. Nie widziałem tego, co inni widzą w jej uśmieszku. Co innego Simonetta Vespucci albo Giovanna Tornabuoni, przy ich lekkości Gioconda wydaje się zołzowata. A jednak cały ogromny Luwr, jeśli bliżej się przyjrzeć, to kombinat oglądania jednego obrazu, do którego biegnąc mija się cztery inne leonardy.

Kiedy z samego rana, wjeżdżamy na drugie piętro do flamandzkich mistrzów, jesteśmy sami a opiekunki sal dopiero rozsiadają się na narożnych krzesłach.

Dla Dziecka piękno jest pełnią. – Przecież ta Nike nie ma głowy – stwierdza – a ta tutaj, ta Wenus, rąk. Odwraca wzrok.

Okazuje się, że jestem północny, a nie południowy, a złotą erę Flamandów cenię ponad quattrocento. Francuzi, których nie znałem.

Stara intrygantka Maria Medycejska miała szaloną ochotę na wieczność. Zaprosiła Rubensa. Scen z jej życia miało być o dziewięć więcej niż tajemnic różańca. Na potężnych tableau królowa aż lewitowała. Kilka lat później została wygnana z kraju.

Tym razem w moim aparacie historia malarstwa staje się historią ciała, którą ocenzuruje fejsbuk.

Pierś jawnogrzesznicy (Jobst Harrich), Coming of age (Jean Baptiste Greuze).

Dodaj komentarz