
Omar El Akkad, Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko, tłum. Agata Ostrowska, Obroty 2026
I
W tamtych czasach (przed ludobójstwem) naszym ulubionym autorem opowiadań był Etgar Keret. I chyba w tomie, który czytaliśmy po narodzinach Dziecka, było opowiadanie „Pastrami” o rodzinie, która widzi wybuch bomby atomowej i układa się jak kanapka, żeby ochronić synka. Bardzo nas to poruszało.
Etgar Keret nie wypowiedział się przez ostatnie lata w jakiś jasny, znaczący sposób.
II
Żeby dojrzeć, co się wydarza w Gazie, żeby zrozumieć, co tam ma miejsce, potrzebowałem czasu. Kiedyś o tym pisałem, jak silnie zakorzenione w nas było przekonanie, że Izrael ma rację i prawo.
Myśleliśmy tak na przekór milczeniu o sąsiadach z małych miasteczek Wyżyny, na przekór zapomnieniu, na przekór frazesom z Pobożna, w których podstępni zabójcy Jezusa rządzili Polską. Chronić prawa człowieka – jeśli mieszkałeś w Lublinie – oznaczało też walczyć z antysemicką mgłą.
Pamiętać o dzieciach z ochronki przy placu Po Farze, które zaprowadzono na rozstrzelanie na nadbystrzyckich łąkach.
III
Trudno przyjąć do wiadomości, kto jest autorem ludobójstwa. Trudno wypowiedzieć samo słowo. Ludobójstwo. Izrael dokonuje ludobójstwa. Zobaczymy jak ukarze mnie algorytm.
Pierwsze ludobójstwo – jak pisze El Skład – pokazywane na żywo na streamingu.
IV
Dla jednych – piszę o Polsce – nie jest do wymówienia ze względu na to, że wydaje się niemożliwe. Ta zbitka wyrazów nie wydostaje się z krtani. Izrael dokonuje ludobósjtwa bierze w nawias całą naszą pracę pamięci nad ludobójstwem, które miało miejsce u nas.
Dla innych – jak pewien dyrektor autorytet moralny, który mówił nie bądźmy pochopni – to czysta kwestia korzyści. Fundusze, stanowiska, kontakty, przemówienia okolicznościowe – można zawiesić własną moralność akurat w tej działce.
Większości nic to nie obchodzi. Są uodpornieni. Nie nasze dzieci, nie nasze ruiny. Zresztą wspólnie kolejne rządy pracowały na to, aby innego przedstawić jako zagrożenie.
Puszcza była laboratorium tego jak daleko można się posunąć w odczłowieczaniu bez konsekwencji i okazało się, że bardzo daleko. Aż do nazwania ratowania zbrodnią i sądzenia ludzi za bycie człowiekiem.
Dokładnie o tym pisze El Akkad.
Alternatywa – że miliony Amerykanów z całego serca pragną nieskończonego cierpienia dla ludzi, którzy wyglądają, żyją i wierzą inaczej niż oni – była zbyt nieprzyjemna, zbyt otwarcie wskazywałaby na problem szerszy niż kampania jednego faceta (s. 123). Ta sama myśl przemykała mi w głowie, gdy mówiło się, że z Puszczą chodzi o nasze bezpieczeństwo, podstępną Rosję, międzynarodową przestępczość, a wcale nie o zwyczajną n i e n a w i ś ć do obcego, indukowaną przez kościół, media i polityków w bardzo przyziemnym celu
V
Świat, w którym żyjemy, w Gazie poniósł zupełną klęskę. „Któregoś dnia…” jest esejem opisującym coś szerszego niż samo ludobójstwo: moralną zapaść Zachodu tak głęboką, że prawdopodobnie rodzącą jeszcze nieprzewidywalne konsekwencje.
Bunt, który gdzieś kiełkuje, równie usilnie jest zwalczany przez konserwatywną prawicę (republikanów w USA), jak i centrystycznych liberałów (demokratów jak wyżej). Zresztą czym różnią się oni w Polsce, jeśli idzie o politykę migracyjną, jeśli idzie o stosunek do ludobójstwa.
El Akkad zdaje się zresztą wskazywać, że wina tych rzekomo umiarkowanych, miałkich i pozbawionych jakiegokolwiek kompasu moralnego (który rząd zniósł prawo do azylu, ten czy tamten?) jest większa. To oni powtarzają nam, że najbardziej powinniśmy się bać nie tego potęgującego się chaosu, lecz raczej ewentualności, że jakakolwiek zmiana kursu może skończyć się tajną policją i kolejkami po chleb (…) lepsza alternatywa nie istnieje (ss. 176-177).
VI
Nie miałem siły przyglądać się ludobójstwu tak dokładnie jak autor. Śledzę teraz sytuację w getcie, w tym czymś, co pozostało z Gazy, otoczonym koncertiną jak baraki na peryferiach Lublina.
Oglądam kąpiele w morzu, zabawy dzieci, losy pewnej kawiarni wśród ruin. Jest to swego rodzaju oda ku czci woli życia.
Dzisiaj po sieci hulają zdjęcia, na których izraelski minister obrony publicznie poniża uczestników flotylli, tych nielicznych, którzy w przeciwieństwie do swoich prezydentów, premierów i ministrów, mieli odwagę powiedzieć: nie.
Upokorzeni nie są oni, wprost przeciwnie – są herosami, dokładnie jak ci ratujący w Puszczy wywożonych migrantów, upokorzony jest milczący Zachód.
