Księgarnia 2023. Podsumowanie

Znaleziona w osiedlowej wymienialni stara książka kucharska z najdziwniejszą dedykacją świata

– Te RZECZY, które zalewają nam pokój – irytuje się A., kiedy donoszę kolejne kilogramy druku. Te RZECZY, które służą do zapominania o rzeczywistości. Zestawy ucieczkowe dla urzędników władzy, której się nie znosi. Trzeba by je zamienić na e-booki – obiecuję prawdziwą poprawę.

Potrzeba ucieczki była na tyle silna, że doliczyłem się osiemdziesięciu zestawów. Ostatnie będą „Łabędzie”, ale – oceniając objętościowo – raczej nie zmieszczą się w tym roku.

O tym, że czytanie to ucieczka i odtrutka świadczy fenomen „Chłopek” Joanny Kuciel-Frydryszak. Gdy władza serwowała nam heroicznie męską wizję historii, opowieść o codzienności wiejskich kobiet sprzedała się prawie w dwustu tysiącach egzemplarzy.

Masowo, co sprawdzić można było na targach książki w Warszawie, sprzedawały się książki (czy też, jak twierdzą złośliwi, produkty książkopodobne) z gatunku young adult. Ich popularność wywołała zrozumiałą dyskusję, czy na pewno o to chodzi we wzroście czytelnictwa. Z drugiej strony w klasie piątej lekturą pozostaje „W pustyni i w puszczy”, którego trzy pierwsze strony już zawierają sporą dawkę seksizmu, kolonializmu i rasizmu: young adult dla ułożonych młodzieńców z początku ubiegłego stulecia.

Mimo że patronem przyszłego roku nie został Jarosław (w stu trzydziestą rocznicę urodzin), zainteresowanie nim wcale nie malało (a wspomnianego zaszczytu dostąpił pewiem młodzieniec, którego chędożył ongiś w Wilnie). Ukazały się trzy ważne osobiste świadectwa o Jarosławie („Mój Iwaszkiewicz” Mitznera, „Oblicza Iwaszkiewicza” Papieskiego oraz „Jarosław Iwaszkiewicz mniej znany” Stępnia). I „Sedno” i „Marginesy” kontynuowały swoje Jarosławowe cykle.

Umarł mistrz Huelle, osierocając żuławskich mennonitów i właścicieli sklepików w Langfuhrze.

Jeśli królowała jakaś proza, to była to proza amerykańska. Hemingway ścigał się ze Steinbeckiem, a na dodatek „Czarne” ruszyło z przewspaniałą serią amerykańskich opowiadań. Gdzieś po drodze jeszcze głośno robiło się o „Stonerze„. Wszystko to, to były dobre RZECZY. Może amerykańska proza pasuje do kryzysu wieku średniego?

Spośród osiemdziesięciu RZECZY bardzo trudno wybrać. Kieruję się więc entuzjazmem własnych notatek. Prozę amerykańską, której najwięcej, reprezentuje Carson McCullers z „Komu ukazał się wiatr?”. O jednym z opowiadań w tomie pisałem nawet, że jest jedną z najpiękniejszych, o ile nie najpiękniejszą, rzeczą, jaka w tym roku spotkała mnie w czytelniczym życiu. „Wszystko na darmo” Waltera Kempowskiego nie tylko opowiada o upadku Prus Wschodnich (pasowałaby zatem do modnego nurtu prozy i reportażu poniemieckiego), ale przede wszystkim o miejscu jednostek w historii. Sensualne „Historie dotyku” Karola Gromka i Marceliny Obarskiej plasują się na pograniczu fikcji i niefikcji. Zupełnie inaczej pozwalają spojrzeć na cielesność.

„Pocztówka z Mokum” Piotra Oczki jest fascynującą opowieścią o Niderlandach, wpasowującą się w ekscytację wokół wystawy Vermeera. Spośród wielu bardzo dobrych tegorocznych reportaży, wybrałem te, które są najbardziej osobistymi historiami. Aleksandra Suława w „Przy rodzicach nie parlować” stworzyła, wychodząc od rodzinnych wspomnień, panoramę historii górniczych emigrantów i reemigrantów z Francji. Zupełnie innym reportażem jest wstrząsająca i odważna rodzinna opowieść z Wyżyny: „Piotr Rzeźnik – zdrajca z Izbicy” Michała Rzeźnika.

Jak ty to pamiętasz? – pyta mnie R. – Te wszystkie książki. Te RZECZY? – Pamiętam, bo zapisuję – odpowiadam. Czytam, bo zapisuję. Zapisuję, bo czytam.

Dodaj komentarz