księgarnia 14/22

Okładka „Playboya”, nr 7, lipiec 1958, źródło: pinterest.com

Paul B. Preciado, Pornotopia. „Playboy”, architektura i biopolityka w czasach zimnej wojny, tłum. Grzegorz Piątek, wyd. Bęc Zmiana, 2021:

„Sposób, w jaki posługujesz się tym prodiżem, i widok skwierczącego steku pod szklaną pokrywą okaże się dla odwiedzających atrakcją (…)” Raz jeszcze zarówno prodiż, jak i penthouse działały według tego samego mechanizmu, co peep show – oferowały męskiemu oku przedmiot pożądania (pieczone mięso czy różowe ciało odwiedzającej go młodej dziewczyny) (s. 99) – muszę przyznać, że pokazanie analogii pomiędzy prodiżem a striptizem jest jednym z najbardziej brawurowych, choć nie jedynym, ze spostrzeżeń autora „Pornotopii” (nazwa książki jest na tyle wstydliwa, że zarówno pasażerowie, jak i pasażerki sto szesnaście spuszczają wzrok).

„Pornotopia” jest przede wszystkim analizą zmiany, która w społeczeństwie amerykańskim dokonała się w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku, a której „Playboy” był katalizatorem i manifestem. Magazyn Hefnera wypowiadał kulturową wojnę Ameryce z dzienników licealistki Sylvii P., która latem 1950 roku przyjechała na staż do nowojorskiego magazynu dla dziewcząt Mademoiselle: Ameryce spódniczek za kolana, mężczyzn w fedorach podążających do metra i pań domu z rozrastających się przedmieść, przygotowujących na kolację pieczeń. I wcale nie chodzi jedynie o śmiałość w pokazywaniu kobiecego ciała. Jak opisuje Preciado – to również wojna w architekturze pomiędzy – w uproszczeniu – wspomnianym domkiem na przedmieściach z jelenim porożem przy wejściu a szklanym modernistycznym apartamentem, w którym nawet meble nie są meblami, tylko urządzeniami do komfortu albo rozkoszy.

To, co robi Preciado z jego kolejnymi numerami jest co najmniej erudycyjną ekstrawagancją. Podobnie jak Bostridge w swoim studium o „Podróży zimowej” fascynująco odmalowuje sposób myślenia na początku XIX wieku, tak „Pornotopia” kreśli obraz owej epoki, w której narodziła się kultura masowa (kolejne brawurowe zestawienie: rezydencje „Playboya” i Disneyland są – funkcjonalnie rzecz biorąc – tym samym).

Przy czym „Playboy” jest czymś soooo twentieth century podobnie jak wybory miss świata, igrzyska olimpijskie albo wojny światowe (z wojnami światowymi to może przesada, że są staromodne, ale „Playboy” z całą pewnością jest), że dziś przyznawanie się do niego balansuje na granicy wstydu i zażenowania. Sam Hefner (który kazał się pochować obok gwiazdy pierwszego numeru, Marilyn Monroe) okazuje się być postacią co najmniej dwuznaczną. Wcale niewykluczone, że dzisiaj „Pornotopia” nie znalazłaby już wydawcy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s