
– zrobię sobie tabliczkę nie lubię muzeów – zapowiada Dziecko, lat sześć i chodzi na czworakach po sali neoplastycznej. za nim pełza pan strażnik dbający o pięć milionów dolarów w ramach. popołudnie w łodzi. awangardowe muzeum.
ach w te pikassy, mondriany i leżery: móc się zanurzyć prosto z pociągu co łka. prosto z zapadającej w wieczór kamienicznej łodzi. wystawa jest nieduża, ale oniemia. co sala to zaskoczenie albo zachwyt albo och i ach.
potem poszliśmy do piekarni, która wieczorem podawała makaron, taki ulepny ze śliwkami i orzechowym sosem, a właściciel gładził brodę tak samo jak trzy lata temu, kiedy też tu przyszliśmy z M. i J. ze śniegu w trzech króli. robiliśmy te same zdjęcia i nawet sweter A. był jak wtedy.
