dziennik sierpniowy

Nie tylko terminale, ale wszystko

0.

jestem teraz fidem insta. fidy insta nie mają w sobie prozy, parę wybranych obrazków, na żadnym nie ma mnie. jestem teraz fidem insta: przez dwa miesiące byłem poetą, ale słowa, cóż mogą książę.

selekcjonuję zdjęcia, szlifuję pamięć, dawno już tak nie byłem intensywny w odbiorze. poza fidem nie myślę.
możesz mnie zobaczyć, nie możesz do mnie napisać. jestem teraz fidem insta.

ma wiele zarośleń do opowiedzenia tobie, ale jestem tylko serią ładnych obrazków opatrzonych hasztagiem.
możesz mnie wybrać, zapisać i mieć na tapecie. nie mam pamięci do zdjęć – informuje mnie chińczyk hujwej.

jestem teraz fidem insta. ładnie wyglądam, kasuję wszelkie selfi, chyba że cień.
jestem teraz fidem insta. a ty robaczku jak się nazywasz w moim makro, choć to

nieistotne: jestem teraz fidem insta.

1.

nie będzie nic o wyżynności wyżyny. wrzuciłem ofiarę do puszki w kościele w radecznicy i poczułem wyrzuty sumienia, że ją wrzuciłem. potem pojechaliśmy na pierogi do zwierzyńca, gdzie panowie chadzali z gołymi brzuchami i spodniami opuszczonymi do pół d. na koniec okazało się, że rynek w zamościu skurczył się przez trzydzieści lat i stał się kieszonkowym placykiem jak z małego włoskiego miasteczka, co go mijasz przy drodze, bo a. twierdzi, że nie warto zajeżdżać.

pod wieczór marynowaliśmy warzywa.

(roztocze)

2.

za księżycami w polu sarna. zatrzymam się, a ty sfotografuj mi księżyce. co w nich widzisz dziwnego, przecież to tylko tabliczka z nazwą. zjechali z autostrady, bo korek, trafili na księżyce, bocznymi szeregami dróg. nie widzisz jakie są piękne księżyce.

3.

stodoły tutaj muszą patrzeć z wyższością na stodoły tam klecone z desek, dalekie kuzynki, które nie wiedziały nawet, co to czerwona dachówka. przyszła wojna a z nią zemsta ubogich kuzynek, z którymi nikt nie chciał tańczyć na książęcych balach. jeszcze chełpią się stuletnimi szczytami, jeszcze łypią okiem dachowych okien na kombajny, nie mogąc ścierpieć, że dorfy i bergi odeszły.

stodoły tutaj skazane na kraj z desek, dykty, marzeń ze słomy. jak my na katastrofę.

4.

kuchnią zawiadywały dwie kobiety na rowerach: teresa i terenia, które mówiły dużo i podawały ziemniaki z gęstą zupą. dziecko też mówiło dużo. wino wreszcie, po tych czterystu kilometrach, smakowało całym bukietem, zanim ktoś go opisał. koty udawały kamienie.

psy wybiegały z bram i szczekały, kiedy szliśmy drogą. muzy z tiktoka płoszyły się obracając gwiazdy. tego dnia nic nie było w fidzie insta. internet nie docierał.

5.

rok temu całe doliny upstrzone były okrągłą twarzą d., oddycham z ulgą, że teraz nie. nie blaknie po płotach okrągła twarz d. inne ślady zostawia władza. rąbią i rżną. ciężkie ciężarówki wywożą bale. pachnie choinką i bożym narodzeniem, dziecko jest o krok od wśród nocnej ciszy. taka poręba świerków, że chciałoby się płakać.

6.

one nie będą w fidzie insta. te dwie młode sarny, które uciekały od nas, kiedy szlak niebieski zmienił się w żółty. pozostawiając nam w mózgu ślad białych tyłków w ciepłej zieleni sierpnia.

7.

mgła. pani rozdała nam aparaciki do wykrywania nietoperzy. kierowaliśmy je w górę pipipi piszczały, grzgrzgrz zgrzytały. kierowaliśmy je w rzekę ghyghyghy ghyczały, pipipi piszczały. nietoperze żyją długo, nawet dwadzieścia lat, nie tak jak gryzonie.

a mój chomik żyje już z pięć. cisza. mgła.

8.

w starym kamieniołomie szukaliśmy agatów. pan powiedział, że to łatwe, trzeba szukać jaj. rozdał saperki i młotki. jedni przyjechali z dwoma świnkami morskimi, inni z charcikiem. ci obok nas wykopali jamę. w takiej jamie możesz ukryć ciało. znajdowali jaja i wołali och jakie wielkie albo piękny okaz. mieli ciężką torbę.

znalazłem czaszkę sarny i żywego padalca.

9.

z samego rana poszliśmy na dwa wzgórza, śnieżka dopiero co wschodziła znad łąki. pachniało miodem i zbożem. byłem tam rok temu i opowiadałem potem, że to są moje ulubione góry. na półmisku wzgórza świętej agaty (wymyśliłem rok temu, ale dziecko powtarza wersję zwulgaryzowaną). obiecywałem im szarlotkę na koniec. dziecko skakało jak kozica. szarlotka miała pachnieć. zbiegaliśmy. szarlotkę podajemy tylko w sobotę i niedzielę.

łyżka, którą dostałem do flaków, odkształciła się od gorąca i stała się płaska. (jedyne zdjęcie, na którym ja to ja).

10.

schodziłem ze skały. nie wiedziałem, że tu takie są. podarłem sobie spodnie na tyłku (ale nie białym, i nie sarnim). opowiadałbym chętnie o kamieniach, motylach i kwiatach, ale jestem tylko fidem insta. możesz mnie tylko zobaczyć.

strumyk wzdłuż którego szliśmy stawał się potokiem, potok rzeką, rzeka płynęła do bobru, bóbr do odry, odra do morza, morze do oceanu. tak dziecko znalazło się w portugalii.

11.

grzbietem szedł starszy mężczyzna o kulach, wyprzedziliśmy go koło mokrej przełęczy. kiedy dotarliśmy na halę szrenicką, on tam już był. przed nami.

12.

klawiatura dotykowa jak sama nazwa wskazuje spragniona jest dotyku. hujawej chciał popełnić samobójstwo z rozpaczy i rzucił się na terakotę. więc znowu piszę.

13.

zostawiliśmy jej herbatnika w szafce. chrupała. rano nie było okruszka. nasza własna. dawno temu w jeleniej dokarmiałem mysz z elą. tamta mieszkała za lodówka, ta pod zlewem. to był dobry uczynek. gryzonie żyją krótko w przeciwieństwie do nietoperzy.

14.

park księżnej opanowały kowaliki. pomyśleć, że łazienki są w porównaniu tylko skwerkiem jakiegoś faworyta carycy. a tu w okolicy przyjeżdża brat cesarza. żona mu wystawiła na górze krzyż, a on jej oprawił w skałę lwa. księżna romantycznie duma nad stawem. kiedy robię zdjęcie a. wygląda jak christina z tych pierwszych kolorowych ujęć (tysiąc dziewięćset trzynaście).

wystarczy mieć odpowiednio duży park, by nauczyć przenosić się w czasie.

15.

wszyscy przed domami mają tabliczki zakaz parkowania. drogi są na jeden samochód i pną się niebezpiecznie. zza kamieniołomu niewidoczny kolarz o kilka centymetrów omija zderzak. chyba się przestraszył, ja też. stawiam samochód w krzewach, kolorowych kwiatach, jakie będą zbierać na święto nazajutrz.

najpiękniejszy moment w górach to ten, w którym ściągasz ciężkie buty i zakładasz sandały.

(sudety)

16.

po miasteczkach, przedmieściach niosą te bukiety. lubię stare święta, drogi, które nie są autostradami i z których widać jak młoda dziewczyna wpatrzona w telefon opiera się plecami o szybę zakładu pogrzebowego.

17.

stare pomarańczowe bikini, nad nim się zatrzymuję. jeszcze te prafalbanki. i przed obrazem, który przedstawia rodzeństwo. dwie dziewczynki w podpisach okazują się dwoma chłopcami. dziecko nie wierzy. wystawa jest pyszna:

W „Galerii mody” czuć inspirację „Grobowcem ryjówki” Andersona i Malouf. Tu także kolory decydują o doborze eksponatów, to opowieść przede wszystkim o nich. W naszej epoce Wielkiego Pustosłowia, ta opowieść staje się intymna. Oglądamy przecież domowe portrety przegranych w wyścigu z suknią – jak pisała Szymborska.

nie ufajcie nigdy rodzicom. obiecywaliśmy, że we wrocławiu nie pójdziemy do muzeum.

(wrocław)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s