Yoko Ogawa, Grobowa cisza, żałobny zgiełk

Najchętniej nic bym nie pisał, tylko zrobił schemat. Rozbiór opowiadań na kawałki. Tak, żeby zaznaczyć w jaki sposób łączą się ze sobą. Wyobrażam to sobie: wypisuję motywy i wątki, układam ich związki, tworzę coś na kształt drzewa genealogicznego. Dawno tak wielkiej przyjemności nie czerpałem z samego, czystego zaskoczenia lekturą. Bliższe ono zresztą „Ćwiczeniom stylistycznym” Raymonda Queneau niż jakimś kryminalnym zagadkom.

Zaczynam robić schemat, ale nie okazuje się to wcale łatwe. Opowiadania Ogawy są precyzyjne, a na dodatek plącze się mi ich chronologia. Czy moje drzewo genealogiczne powinno uwzględniać aspekt czasu, że jedno dzieje się dwadzieścia lat później-wcześniej od drugiego?

A tak w ogóle, to czy można czerpać przyjemność z lektury o śmierci i nieszczęściach? Wszystkim naokoło opowiadam o „Grobowej ciszy, żałobnym zgiełku”, o tym jak mnie zaskakuje, ale przeczuwam przecież, że to nie całkiem prawda.

Że gdzieś w głębi ten tom przepełniony jest najprawdziwszym smutkiem, ba, jakąś niewiarygodną stratą. Dopiero jak zdejmiesz z niego ten schemat, nacieszysz się swoimi odkryciami dotyczącymi przeplatanych wątków, dostrzeżesz to, o czym mówi tytuł.

To właśnie jest pod spodem.

(tłum. Anna Karpiuk)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s